Varna 2, ruszamy w podróż, pierwszy stop

Na plaży zakończyłam, od plaży zacznę. Piasek – owszem. Ale kamienie wszędzie. Były oczywiście fragmenty gdzie nie kaleczyło się stóp do krwi o kamienie pod wodą, ale – fragmenty. Potem piasek boleśnie w te małe ranki. Ale szybko się goiło, a cudowne morze rekompensowało tę drobną niedogodność. Któregoś dnia niebo zaczęło niebezpiecznie ciemnieć. Kuba nie przejmował się moimi histeriami „Wyjdźmy z tej wody! Będzie wielka burza!”. A burza nadeszła. Ludzie zaczęli w dość zorganizowanym popłochu zbierać się z plaży. Na maszcie zagościła czerwona flaga.

Ale niedługo później znów było upalnie. W drodze powrotnej trafiliśmy na dziwny okaz karetki.

Odnośnie upałów. Nie było dnia kiedy Kuba nie kupiłby frappe za 2.5 lewa. Zupełnie nie mogłam tego zrozumieć. Jak można jeść/pić/wsysać kolorowy proszek z wodą, zamrożony w dodatku. Albo po prostu nie mam we krwi turystyki. A tak oto wygląda frappe + Kuba.

JEDZENIE to moja fascynacja. Co tam jedliśmy? Dość powoli przekonywałam się do mięsa, dlatego różnie było. Aczkolwiek bez rewelacji. Jakieś pizze, sałatki, makarony. Na szczególną uwagę zasługuje melon w miodzie i orzechasz. Pyszność. Skoro już przy tym temacie jestem to nie może zabraknąć przybytku globalizacji.

Drugiego dnia wybraliśmy się również do centrum handlowego. Tak wyszło, że kupiłam aparat dzięki któremu powyższe zdjęcia ogladać można. Oprócz aparatu w pamięc zapadaja kokosowe lody. Mogłabym się od nich uzależnić.

Sama Varna sprawia wrażenie nieuporządkowanej. Przez te psy, przez fatalne zachowania kierowców, którzy parkują wszędzie, jeżdżą tak samo, a na ulicach stoją niekiedy samochodu bardzo wątpliwego działania. Krawężniki natomiast przy jezdniach są bardzo wysokie. Żeby nie parkować na chodnikach?

Pieniądze, pieniądze, pieniądze. Uwaga na nachalnych, miłych, normalnie wyglądających, przyjaźnie nastawionych ludzi, którzy chcą nam ulżyć w szukaniu kantoru. Straciliśmy 50 euro. Mamy za to piękny stu lewowy (100 lw) banknot. Niestety wycofany z obiegu jakiś czas temu. Za naiwność się płaci. Od tamtej pory pieniądze wymienialiśmy tylko w bankach. Jeden bardzo przyjazny:

A tutaj przykładowa tablica aktualnych wtedy kursów. W Varnie uwazac rowniez na ŻÓŁTE KANTORY, ŻÓŁTE SZYLDY. Wchodzi tam tylko jedna osoba, a wychodzi z pieniedzmi wymienionymi po kursie z kosmosu. Ku przestrodze ; )

Sama w sobie Varna była pierwszym etapem, najbardziej beztroskim i poznawczym. Jeżdżenie stopem i problemy miały się dopiero zacząć. Autobusem dojechaliśmy na wylotówkę z miasta. Stanęliśmy między przystankiem autobusowym a stacją benzynową i po 2 minutach zatrzymał się dość szybko jadący samochód. Młody chłopak zabrał nas chętnie i bezproblemowo. Jechaliśmy dość… dynamicznie. Także po niedługim czasie byliśmy już znacznie dalej. Wysadził nas na małej zatoczce na autostradzie. Kiepskie miejsce. Ludzie jechali za szybko, żeby zobaczyć nasz karton z napisem.

Jednak czekaliśmy niecałe 10 minut i kolejny dobry człowiek, tak samo bardzo wygodnym samochodem, zabrał nas w dalszą drogę…  Do granicy z Rumunią, w Ruse podwiózł nas prawdopodobnie ojciec, ponieważ siedziałam obok sterty rzeczy dziecięcych włącznie z krzesełkiem. Kierowcę rozmową zabawiał Kuba ;)

Na granicy dość długo czekaliśmy. Co najmniej pół godziny. Małym samochodem w końcu zatrzymało się małżeństwo. Po angielsku mówiła tylko kobieta. Byli bardzo mili, próbowali rozmawiać, ale nie potrafili, a my nie za bardzo współpracowaliśmy. Zaczęłam się fatalnie czuć. Błądziliśmy po Bukareszcie, aż odstawili nas pod jakieś metro. Wysiadamy, a kobieta nagle zdezorientowana zaczyna coś nawijać po rumuńsku. Spodziewała się pieniędzy lub innego wynagrodzenia. To jeszcze mocniej zwiększyło moją irytację. I bardzo później popsuło nastroje podróży. Wysiedlismy po prostu z samochodu, dziekując.  Cóż. Dotarliśmy do Bukaresztu…


Varna

Mysle, ze cala opowiesc/opis, jakkolwiek uda mi sie go stworzyc, moze sluzyc bardziej za przestroge – jak stopem NIE podrozowac ;) na co pieniedzy NIE wydawac i czego NIE robic. Witam na moich dwutygodniowych koncowolipcowych wakacjach.

Naszą podróż rozpoczęliśmy z lotniska. Jakże to. Autostopem z lotniska? Otóż do Varny (Bułgaria) polecieliśmy samolotem. Uznaliśmy, że na pierwsza autostopową wycieczkę należy uważać. Dlatego postanowiliśmy wrócić do Polski stopem, a do Varny dolecieć. Kim jesteśmy i jaki właściwie był plan? Mamy po 20 lat i zamarzyło nam się wybrać na wakacje. Bułgaria, Rumunia, Węgry, Austria… Jako, że mój stary dobry samochód rozpadł się przed wyjazdem, a na bilety w obie strony średnio nas było stać… Wróćmy stopem! Tak! Nareszcie jak w filmach/książkach/opowiadaniach rodziców. To niby nic nowego, prawda?  Mnóstwo osób wybiera się na takie wakacje. Dla nas to był pierwszy raz. I jak się okazało – wcale nie było różowo…

Oto trasa, prosze wybaczyc brak umiejetnosci rysowania w paintcie ;)

Jako, że wyjazd był spontaniczny (na zasadzie: <poniedziałek> Kuba… jedziemy na te wakacje? Gdzie? Do Bułgarii! Kiedy? W czwartek!) nie spaliśmy w noc przed wylotem. Ostatnie zakupy, załatwianie ubezpieczenia (za 2 tyg ok. 80zl), bilety lotnicze, mapy. Wszystko robiliśmy intuicyjnie, ponieważ na przeczytanie poradników, relacji już nie było czasu.

Rano wsiedliśmy na pokład samolotu. Podróż była bardzo krótka. . Mnie osobiście przerażały ogromne przestrzenie, które widziałam z okna jak powoli schodziliśmy do lądowania. Nagle po 3 godzinach <?> znaleźliśmy się w Varnie na lotnisku. Tłum. Skwar. Powietrze było przepełnione upałem. Nie było tak naprawdę gorąco, tylko ciężko się oddychało. Krajobraz przepełniony żarem. Odebraliśmy bagaże i… i co? No właśnie. Gdzie jest to morze? Gdzie jakis hostel? Co teraz? Usiedliśmy na lotniskowym parkingu (swoją drogą lotnisko było małe i miało bardzo ciekawą starą część). Przejrzeliśmy mapę ale niespecjalnie coś z niej wyczytaliśmy. W końcu zauważyliśmy obok nas przystanek autobusowy ;) Nie wiedzieliśmy gdzie dokladnie chcemy jechac – byle nad morze ! AUTOBUS NR 409 zawiózł nas do downtown.

Co nas zdziwiło? Bilety. Bilet do miasta kosztował 1 lewa ale nie to było ciekawe. Pani kanar chodzila po autobusie i każdemu kto wsiadal sprzedawala osobiście bilet. Nie było opcji dojechania gdzies ‘na gape’.

Wysiedlismy na rzekomym przystanku ‘blisko morza i w centrum’. I rzucilo się na nas stado ‘taksowkarzy’ który bardzo chetnie Zajma się bagazami, dowioza na miejsce… ZOSTAWCIE NAS.

W Bułgarii spokojnie można dogadac się po rosyjsku. Aczkolwiek niekiedy w ogole nie rozumieja o co Ci chodzi. Pierwsze co kupiliśmy to butelka lodowatej wody. Butelka najtanaszej najpopularniejszej – 1.5 lewa. Plynelismy. Mimo odpowiednich ubran,  ciezko się przestawic na taki klimat. A pech chciał ze trafiliśmy chyba na największe upały.

Dotarlismy do morza. Ale z wielkimi plecakami nawet sobie na piaseczku nie usiedliśmy. Chcialam jak najszybciej znaleźć zakwaterowanie. Szczerze mówiąc dopadl mnie maly kryzys. Upal, ciezki plecak, nowe otoczenie, brak konkretnych adresow… Bladzilismy z gps’em dosc dlugo zanim znaleźliśmy hotel w którym były wolne pokoje i stosunkowo rozsadne ceny. Niestety we wszystkich tanszych hostelach nie było miejsc. Zatrzymalismy sie w Casablance.

Warunki… w miarę dobre. Raczej nic się nie rozsypywało. Prysznic był, duże łożko było, balkonik. W smiesznie greckim stylu w Bułgarii. Hotel jak hotel. Jednak zbyt drogo. Za dwie doby zapłaciliśmy 60 euro. Dlatego też na kolejne dwa dni szukaliśmy czegoś tańszego. Za połowę tej ceny udało nam się trafić przez agencję turystyczną do starszej kobieciny do prywatnej kwatery.

Tu mały szok. Jakbysmy znalezli sie kilkadziesiat lat wstecz. Stare meble, wszystko stare, lacznie z kobiecina. Warunki… dziwne. Zepsul sie prysznic, lozko skrzypialo, a bardzo irytujaca sasiadka z dolu dokarmiala obrzydliwe, naprawde obrzydliwe koty. Lodowka byla na balkonie a inne tajemnicze czesci tegoz mieszkania nie byly nam znane.

Ale do plazy byl krok…

(Spacerujac uliczkami trafilismy na YOHO HOSTEL. Wygladal bardzo sympatycznie, niestety brak miejsc, trzeba wczesniej rezerwowac. Nie pamietam nazwy uliczki. Ale sama atmosfera miejsca i klimatycznosc wychodzacych stamtad ludzi obiecuje dobrze spedzony czas. )

O samej Varnie moge subiektywnie powiedziec niewiele pozytywnego. Kolejne typowe miasteczko przymorskie, ktore w upalne dni staje sie pelne wszystkiego i wszystkich co ma na celu zarobienie pieniedzy. Peeelno turystow, ktorych osobiscie nienawidze. Wszedzie leza psy, ot tak sobie, leza i wyleguja sie na ulicy, na samym jej srodku. Psy sa kolczykowane. Tak naprawde wygladaja jak martwe.

Varna 2 – w przygotowaniu…


Stopem przez Bułgarię, Rumunię, Węgry, Austrię…

Od jutra relacja z podróży stopem z Bułgarii do Polski przez Rumunię, Węgry, Austrię. Poparta zdjęciami :) Zapraszam.


Spóźnione zdjęcia


Powrót

Zacznę od tego, że już jestem spowrotem w Polsce. Żeby nie budzić wątpliwości. Zrezygnowałam z programu po miesiącu. Dlaczego? Nie mogłam się tam odnaleźć. Ograniczenia, jakie mi narzucili w host family, tzw. homesic, i parę innych drobniejszych powodów. Myślę, że nikogo nie interesuje proces rezygnacji? Udało mi się zrobić trochę zdjęc w szkole podczas ostatniego dnia. Wkrótce je wrzucę. To by było na tyle. Przygoda w US skonczyla sie po miesiacu, podobnie jak Kanada. Moze to jest optymalny okres jaki powinno sie przebywac za granica? ;) I jaki bedzie nastepny etap ‘z paszportem w kieszeni’ ?


Szkola – zmiany

Ostatni tydzien byl nerwowy, ale przyniosl wiele nowosci.

ZMIANA KLAS

Miedzy innymi postanowilam nie zdawac zadnych egzaminow <graduation> i zmienic klasy, ktore mi nie odpowiadaja, na inne. Wiazalo sie to z oplatami – klasy ktore wybralam wymagaly oplat ok $15 kazda. Na rzecz materialow (glina, kredki, papier).

Tak wiec za jednym razem pozbylam sie US Government, Health i Computer Programming, z czego sie bardzo ciesze. Nowe klasy wniosly wiele pozytywnego i nie musze nudzic sie na lekcjach, ktore mnie nie interesuja.

ART 2 – Po prostu robie to, co lubie. Zadan jest duzo i trzeba sie spieszyc, zeby oddac prace w terminie. Wlasciwie nie ma znaczenia JAK rysujesz. Wazne, ze rysujesz ;)

POTTERY – Nie wiedzialam, czego sie spodziewac, ale uznalam, ze klasa jest wystarczajaco fun, zeby dolaczyc. Na poczatek kazdy dostal spora bryle gliny i trzyma ja w szafce. Pierwsze zadanie to stworzyc marracco. Czyli instrument, pozniej na kole bedziemy – lepic to zle slowo – garnki xD Atmosfera jest sympatyczna, a czas leci szybciej niz powinien.

COMMERCIAL ART – Ta klase wzielam w ciemno. Nie zostala zadna inna do wyboru ;) Polaczenie ART i komputera. Najpierw proby rysowania czcionek, inicjalow. Pozniej krotki wstep do Adobe Illustrator. Na kolejna lekcje musimy narysowac swoje imie czcionka ‘metaliczna’. Nie wiem jaki w tym sens, ale niezla zabawa.

Jeszcze raz musze podkreslic, ze zmiana wyszla na lepsze. Robie to, co lubie. Gdyby tak wygladala szkola w Polsce… z przyjemnoscia wciaz bym w naszym kraju siedziala ;)

MUSICAL

To kolejny punkt, o ktorym warto wspomniec. Po raz kolejny rzucilo mi sie w oczy profesjonalne podejscie do wszystkiego. Przesluchania do szkolnego musicalu Once upon a mattress (na podstawie animowanego filmu – polecam, polecam) trwalo lacznie trzy dni. Kazdy, kto chcial sprobowac swoich sil – wpisywal sie na wywieszona na korytarzu liste (zupelnie, jak na filmach, prawda?). Nastepnym krokiem bylo wypelnienie formularza, wazna rzecza byl stempel od kogos z Main Office oraz wpisanie dni, w ktore NIE mozna sie pojawiac na ewentualnych probach (z powodu pracy, treningow, etc.) . Do formularza dolaczono dwie piosenki do wyboru oraz dwa monologii. W srode i czwartek trwaly przesluchania do rol. Zalapalam sie w ostatniej chwili, wiec moj monolog czytalam zupelnie improwizujac. Pomijajac kilka slow, ktorych wymowe przekrecilam, nie wypadlam najgorzej ;) W piatek krotki dance audition. Instruktorka przedstawila kilka podstawowych ruchow tanca Spanish Panic (z filmu). W ciagu 15 minut kazdy kandydat musial sie ich nauczyc. Nastepnie w piecio-osobowych grupach wchodzilismy do audytorium i tanczylismy. Tutaj nie poszlo mi najlepiej. Pogubilam sie w krokach. Ale nadrabialam mina ;p Przedstawienie planowane jest na listopad i zapowiada sie ciekawe. Oczywiscie odbedzie sie poza szkola, w godzinach wieczornych i oczywiscie – przyjdzie cala szkola. A bilety kosztuja $8. Uwielbiam ten kraj. Do osob, ktore przeszly przesluchanie pozytywnie – nauczyciele maja zadzwonic w przyszlym tygodniu.

FOOTBALL GAME

Zaluje, ze nie bede mogla napisac dokladnej relacji. Niestety nie mialam okazji pojechac na mecz. Host rodzina miala napiety program na ten dzien (pies sie rozchorowal …). Ale mimo wszystko mam o czym pisac. Od 3 dni ludzie w szkole nie mowili o niczym innym, jak o pierwszej grze. W trakcie Algebry dostalismy komunikat, by wlaczyc projektor. I pojawil sie film. Dyrektor, samorzad i wiele innych osob zapraszalo na mecz, podkreslajac, ze beda darmowe hot dogi ;) To jest dla nich bardzo wazne – dopingowac swoja druzyne, cheerlederki, uczestniczyc w szkolnych wydarzeniach. Jak juz jestesmy przy Algebrze, musze wspomniec, ze nie tylko film nam przeszkodzil w rozwiazywaniu rownan. Dwie osoby weszly i rozdaly kartki. Chodzilo o wybor przewodniczacej samorzadu. Moze nia byc tylko dziewczyna Senior. Wstrzymalam sie od glosu – nie znam zadnej Senior, ktora sie nadaje na przewodniczaca ;) Kontynuujac lekcje Algebry: Mr.Denton czytal wyniki testu z poprzedniej lekcje. Mialam drugi wynik w klasie 97/100. Wszyscy sie na mnie dziwnie patrzyli…

LUNCH

Odpowiem wreszcie na wasze pytanie – co jest na lunch i jak to wszystko wyglada?

Lunch kosztuje $2 dziennie. Kafeteria (Cafeterie) jest dosc duza sala, wieksza od znanych nam stolowek. W zaleznosci od tego, co chcesz zjesc, kierujesz sie w odpowiednie miejsce. Z reguly do wyboru sa trzy takowe. Salatki/Pizza/Danie. Wybaczcie, lecz nie opisze co wchodzi w sklad dwoch ostatnich. Jako wegetarianka bazuje na salatkach. Coz, wiec bierzesz tacke, sztucce, plastikowe miseczki lub talerzyk i nakladasz sobie co chcesz. Do salatki wlasciwie mozna wrzucic wszystko. Oliwki, pomidory, ogorki, ser, szynke, grzanki, etc. Do tego sosy. Zawsze dodatkowo jest jakis deser – ciastko. Mleko kakaowe oraz sok. Ananas, pieczywo, twarozek. Mozesz tez wziac ziemniaka xD Generalnie lunch jest chyba najlepsza pora w calym rozkladzie dnia. Mnostwo wolnego czasu – okolo 30 min. Zdecydowanie lubie lunch.

NEW STUDENT BREAKFAST

W czwartek na English otrzymalam notke, zeby w piatek o 8.30 zjawic sie na New Student Breakfast. Brzmialo smiesznie. Nie wiedzialam o co chodzi. W trakcie Pottery wyszlam wiec i podazylam do Lecture Hall. Kazali mi wybrac kolor markera, napisac swoje imie na naklejce i przykleic do tego jakies zwierzatka <rowniez naklejki>. Bylam co najmniej zdezorientowana. Ale wszyscy to wszyscy. W sumie to bylo smieszne. Jednak po chwili juz nie mialam watpliwosci, ze ta godzina bedzie przyjemna. Donnuts, banany, kakao, sok… Dowiedzialam sie tez, po co to wszystko. W sali zebrali sie wszyscy uczniowie zarejestrowani w tym roku. Lacznie z exchange studentami. Celem bylo poznanie sie i … i tyle. Najpierw podzielilismy sie na Juniors, Sophomores, Seniors. Rozmawialismy. Pozniej na tych, ktorzy maja naklejona zabke, na tych ktorzy maja imie napisane czerwonym markerem, na tych ktorzy lubia komedie, i tak dalej. Za kazdym razem mozna bylo poznac kogos nowego, zamienic z nimi pare zdan. Z opisu moze brzmiec troche, jak w przedszkolu. Moze i tak bylo. Ale byla tez zabawa i fajnie spedzony czas. Wliczajac te 3 zjedzone paczki :)

Chyba tyle wystarczy na dzis. Zanudzilabym was wieksza iloscia informacji. Zdjec w szkole nie udalo sie zrobic, nadrobie to zdjeciami innymi, lecz dopiero wkrotce. Z tego tygodnia zebralo mi sie kilka ‘pamiatek’, ktore postanowilam umiescic pozniej w Scrapbook z pobytu. Miedzy innymi moj numerek z przesluchania, wizytowka z imieniem i zabka, notka o new student breakfast etc.

(W przyszlym tygodniu planuje znalezc club judo w okolicy, cos trzeba robic po lekcjach ! )


Szkola_2

Jest niedziela, mam troche spokoju i wolnosci.

Na poczatek opisze, jak wyglada dzien A. Zdecydowanie nie preferuje tych dni. Sa meczace, dluza sie w nieskonczonosc i ostatnim razem przegapilam autobus.

US GOVERNMENT – Przedmiot laczacy w sobie wos i historie. Mysle, ze rowniez troche polityki. Jedna z najtrudniejszych dla mnie klas. Slownictwo, ktorego w ogole nie znam oraz historia, ktorej rowniez nie znam. Prace domowe bardzo obszerne. Na przyklad na kolejne zajecia mamy podac po przykladzie z historii Stanow, gdzie kazde z 5 zalozen Konstytucji bylo podwazone, lub moze zostac podwazone. Druga czesc zadania to wyszukac z podrecznika okreslone informacje. Przy okazji chcialam potwierdzic mit o ksiazkach. Faktycznie sa bardzo duze, ciezkie i pelne obrazkow.

ALGEBRA INTERMEDIATE – Przedmiot bardzo ciekawy. I zdecydowanie latwiejszy od dwoch wyzej w hierarchii. Nauczyciel jest przesympatyczny. Ostatnio wylala mu sie Pepsi na pol klasy, a potem przy rozwiazywaniu przykladow sluchalismy Metallici. Quizz z ostatniej lekcji wygladal tak, ze kazdy musial rozwiazac 3 przyklady mnozenia wyrazen algebraicznych. Po chwili rozwiazania byly na tablicy i nalezalo samemu sobie to sprawdzic. Podpisac i oddac. I … nikt nie oszukiwal, nie zmienial wynikow. Niepojete dla mnie. Zbyt mocno przyzwyczailam sie do polskich realiow.

HEALTH – Mlody, rowniez sympatyczny nauczyciel. Lekcja przebiega w ciemnosci, ogladamy prezentacje, co jakis czas notujac niektore fragmenty. Facet duzo mowi, jest duzo smiechu i faktycznych przykladow z zycia. Tematy sa glownie jak z wychowania do zycia w rodzinie, zdrowia, sportu.

US HISTORY – Wszystko dzieje sie za szybko. Nauczycielka jest stara. Nic jej sie nie chce. Zadaje nam wyszukiwanie dat albo trenowanie szybkosci czytania. Ciekawe co bedzie dalej.

Waznym wydarzeniem, ktore nie sposob pominac bylo ‘uroczyste’ ROZPOCZECIE ROKU SZKOLNEGO, ktore odbylo sie w piatek. Po przyjsciu do szkoly wszyscy zebrali sie w Auditorium (sala teatralna ze scena). Dzialo sie duzo i glosno. Najpierw wyszedl Dyrektor Afroamerykanin. Jego wejscie zdecydowanie roznilo sie od polskiego rozpoczecia roku. Przede wszystkim dostal ogromne brawa i aplauz. Po drugie byl w zielonej peruce. Po trzecie zaraz po krotkim minutowym przemowieniu kazal wszystkim zawyc (znak szkoly to wilki). Od tego momentu juz wiedzialam, ze na tym apelu z pewnoscia nie bede sie nudzic i obale badz potwierdze mity o high school w usa.

Po kolejnym aplauzie wyszedl na scene futbolista <tak, kolejny aplauz> by zapowiedziec wystep cheerlederek. To bylo cos typowo z amerykanskiego filmu. Blondynki w krotkich spodniczkach tworzace trzypoziomowa piramide. Ladny widok. Brawa i okrzyki trwaly kilka dobrych minut. Kolejnym punktem programu byli bebniarze. Czterech niesamowitych facetow. Moglabym tego bebnienia sluchac caly dzien. Po chwili zdarzylo sie cos dezorientujacego. Jeden z niepelnosprawnych uczniow na wozku zostal wprowadzony na scene i zaczal uderzac paleczka o drewniana deske. Rowniez bral udzial w przedstawieniu. Bylam zdumiona slyszac kolejne brawa i krzyki, zamiast znanych mi dobrze z Polski smiechow i wyzwisk.

Poszczegolne wystepy przerywane byly filmikami prezentujacymi nauczycieli poszczegolnych klas. I moje zdziwinie zostalo spotegowane. Filmiki moze nie tyle wysmiewaly, co przedstawialy tych ludzi w pozytywny, smieszny sposob. Przykladowo nauczyciele matematyki nakrecili parodie teledysku. Natomiast nauczyciele science zostali zamieniemi w marshmalows’owe ludziki ktore ulegaly po kolei zniszczeniu przy pomocy sprzetow z laboratorium. Mrs. Denton zostal spalony przez palnik, bo zapomnial o okularach ochronnych. I tak dalej, i tak dalej… Filmiki dostarczyly duzo smiechu i zabawy. A przede wszystkim pokazaly, ze nauczyciele to tez ludzie.

Nastepnie dwa wystepy grup tanecznych. Byly conajmniej profesjonalne. Dziewczyny tanczyly pieknie, byly zgrane i az chcialo sie to ogladac. Wszystkie w identycznych strojach. Zadnego potkniecia ani pomylki. Widac bylo wlozona w przygotowania prace, wysilek i checi. Widac bylo pasje ;)

Pozniej Sophmores i Juniors wykonali krotkie przedstawienia. Najbardziej rozbawila publicznosc dziewczyna paradujaca po scenie w masce Bush’a i podrawiajaca wiwatujace tlumy. Nie da sie pominac istotnego faktu. Amerykanie maja fiola na punkcie wlasnej przynaleznosci do grupy. Przykladowo mialo miejsce przedstawienie pokazujace wyzszosc Fremont High School nad pobliskimi dwoma szkolami. Polegalo to na quizzie wysmiewajacym brak umiejetnosci uczniow tamtych szkol, a wyjatkowo wyrozniajacym umiejetnosci Fremont. Oczywiscie wszyscy bylu aktorami, ale w Polsce to raczej nietypowe. Drugim przykladem byl krotki skecz w ktorym dwoch uczniow West High School wyszlo na spotkanie Fremont. Podejrzewam, ze aktorzy musieli byc po Drama class, poniewaz grali znakomicie. Parodia piosenki Britney Spears pokazala uczniow WHS, gdzie ich miejsce.

Jednym z ostatnich partii bylo przedstawienie osob z Main Office. Czyli zwyklych pracownikow oraz dyrektorow. Pokazano ich jako sportowcow, ktorzy rozegrali mini mecz na scenie. Pozniej rzucili t-shirty na widownie. Ludzie sie o nie zabijali. To niepojete. I fascynujace :)

Pozniej krotkie skecze o czystosci szkoly, jakoby FHS miala byc najczystsza szkola na ziemi :) Oraz smieszne sytuacje, gdy Seniors pomagaja Juniors na codzien odnalezc sie w szkole. Mile.

Na sam koniec podkreslono, ze ten rok nalezy do Seniors 2009, czyli do nas. Wszyscy Seniors wyszli na scene <lacznie ze mna> i odspiewali <beze mnie> hymn szkoly. Widac bylo wspolnote i przyjazn.

Szkola i mentalnosc ludzi jest zupelnie inna od tego, co dzieje sie w Polsce. Wszyscy sa mili, nie smieja sie z Ciebie jesli wygladasz dziwnie, jesli mowisz cos umownie dziwnego. Nauczyciele ciesza sie z tego, ze ucza i wkladaja w to wysilek. Przygotowuja prezentacje, filmy, zajecia, materialy. Poswiecaja czas uczniom. Tlumacza, sa zawsze usmiechnieci. Zartuja, bawia sie i nie traktuja szkoly jak przykry obowiazek. To samo uczniowie. Szkola to fun i droga do przyszlosci. Trzeba wlozyc troche pracy i checi, ale warto. I az sie chce w takiej szkole. Miedzy innymi dlatego, ze samemu mozna wybrac, czego sie chce uczyc. Drugim powodem sa nauczyciele i atmosfera. Warto wspomniec, ze wszyscy cos robia. Jedni uczestnicza w druzynach, inni w musicalach, inni graja w orkiestrze, etc. Ludzie maja swoje pasje i moga je rozwijac. Moze wyglada to na wyidealizowany obraz. Ale staram sie obiektywnie i rzetelnie opisac to, co widze. Jak to odbierzecie? Mysle, ze nie mozna sie zamykac.

Mam wrazenie, ze zapomnialam o tysiacu rzeczy. Wyjdzie w praniu. Z pewnoscia pojawi sie notka Szkola_3. Narazie dziekuje za wszystkie komentarze, postaram sie zrobic wiecej zdjec <tak, jak mi pozwola to w szkole> i pisac pisac pisac :)


pictures part one


Szkola_1

Ta notka bedzie dluga i prawdopodobnie dwuczesciowa. A moze i wiecej. Szkola to temat szeroki i niemalze niewyczerpany. Zwlasza nowa, amerykanska szkola ;)

Jak przystalo na rzetelnego reportera, na biezaco przedstawie wam najswiezsze informacje. Bo widzicie, ja sie bawie w pisanie reportazy z mojego pobytu ;) Dzisiaj mija tydzien od mojego przyjazdu do Stanow Zjednoczonych. Dopiero tydzien, a wrazen, odczuc i opinii jest tyle, ze ciezko wszystko zebrac. Wydaje mi sie, ze minelo juz pol roku…

REJESTRACJA W SZKOLE

W poniedzialek zaczal sie rok szkolny. Z uwagi na to, ze nie bylam jeszcze zarejestrowana, lekko wystraszona poszlam wraz z Donnell do Main Office. Po sprawdzeniu wszystkich papierow nalezalo sie zabrac za wybranie przedmiotow na ten rok. Bylam mocno zaskoczona widzac liste okolo 100 roznych klas do wyboru. Nie mozna po prostu wziac IT, trzeba wybrac sposrod Pogramowania, Projektowania, Web Designu etc. To samo z matematyka. Algebra? Geometria? Calculus? A moze sporty? Granie na przeroznych instrumentach? Gotowanie? Nauka opieki nad dziecmi? Pierwsze moje pytanie bylo takie – co potrzebuje wziac na dzien dzisiejszy zeby trafic do Seniors i moc aplikowac do collegu. Obowiazkowe przedmioty, ktore musze zaliczyc to: US. Government, US. History, Health II, Financing, English 12. Dodatkowo sposrod mozliwych wybralam Photography, Sports, AP Calculus (po pierwszej lekcji zmieniajac na Algebra Intermediate ;p), Programming, Drama, Dance. Plan lekcji wyglada tak, ze na przemian sa dni A i dni B. W tym semestrze;

A: US. Gov, Algebra, <Lunch time>, Health, Us. History
B: Sports, Drama, Programming, <Lunch time>, English

Wstepne oplaty to $120. Lunch codziennie kosztuje $2. Trzeba kupic jeszcze locker do szafki na Sports, troche zeszytow, segregator, stroj sportowy. Tyle na temat wstepu.

SZKOLA OD SRODKA

Codziennie wstaje o 6 rano. 6.50 podjezdza zolty autobus. 7.30 jestem w szkole. Biegiem do szafki, ktorej otwieranie wcale nie jest tak skomplikowane jak niektorzy twierdzili. Lekcje trwaja po 1h 20min. Przerwy 6-scio minutowe. W zaleznosci od kolejnej lekcji – jem lunch po 2 lub 3 godzinie. Popatrzmy wiec jak wyglada dzien w amerykanskiej szkole sredniej ;)

SPORTS – Klasy licza z reguly ponad 30 osob. Nie ma podzialu chlopcy/dziewczeta. Zbieramy sie, krotka rozgrzewka (tak, dwa okrazenia niemilosiernie dlugiej biezni, pompki etc), w zaleznosci od dnia -gramy w cos innego. Ostatnio mialam okazje poznac zasady footballu amerykanskiego. I szczerze mowiac to najnudniejsza gra w jaka dotychczas gralam. I stanowczo za duzo trzeba biegac.

DRAMA – Moja ulubiona klasa. Nauczycielka jest mloda i wie co robi. Na pierwszej lekcji miedzy innymi rzucalismy klebkiem wloczki i krzeslami. Innego dnia chodzilismy z zaslonietymi oczami po szkole szukajac skarbow. For fun. Nie wszystko rozumiem, co mowia. Ciezko pokazac siebie, swoja osobowosc, bez umiejetnosci poslugiwania sie swobodnie jezykiem. Ale proboje :)

PROGRAMMING – Prawie najnudniejsza klasa. Siedzimy i sluchamy o oprogramowaniu, przesylaniu danych… mozna pospac troche. Ale trzeba dodac ze maja conajmniej 10 sal komputerowych. Tyle naliczylam

ENGLISH – Nauczycielka maskuje niedoskonalosci tej klasy. Dosc powalajace bylo, gdy 30 osob na 32 w klasie nie wiedzialo jak napisac poprawie „all right”. Te dwie, ktore wiedzialy to bylam ja i exchange student z Japonii – Kiki. Co prawda nie probowalam swoich sil w pisaniu po angielsku… ale po to tu jestem :)

Na dzis tyle wystarczy, wciaz mam ograniczony dostep do komputera. W nastepnej notce pojawi sie opis dnia A (powyzszy to B), opis rozpoczecia roku (to co sie dzieje na filmach jest w wiekszosci prawda), i wiele innych opisow :)


Pierwsze wrazenia, wredna mala siostra i ja chce KOMPUTER !

W dzien wylotu z Polski wstalam o godzine za pozno. Mialam 10 minut na dopakowanie walizki i biegiem na lotnisko. Pierwszy lot do Zurychu minal szybko, natomiast 10 godzin do Chicago dluzylo sie niemilosiernie. Odprawa celna trwala trwala bardzo dlugo, kolejka byla koszmarnie dluga, co spowodowalo, ze spoznilam sie na lot do Salt Lake City. Bez problemu dostalam nowy bilet, ale bardziej martwilo mnie, ze rodzina bedzie czekac 3 godziny dluzej. Dostalam misia i baloniki z napisami ‘Welcome Katarzyna’. Podczas drogi do domu zasypywali mnie setkami pytan o wszystko. Wierzcie mi -ciezko skoncentrowac sie na logicznej odpowiedzi podczas gdy 6 osob naraz zadaje pytania.

Dotarlismy na miejsce. Pierwsze co mnie zaskoczylo to wielki balagan w domu. Wiekszosc rzeczy w pudlach, sciana do polowy pomalowana – remont? Druga rzecza byl wielki telewizor na pol pokoju. Jak sie okazalo wcale nie bez podstawnie jest taki wielki. Dzieciaki moga grac przez cala noc na xboxie. Chyba zapomnieli, ze wlasnie przylecialam i polozylabym sie spac i do 3 w nocy gralismy w Call of Duty 4. O swicie obudzily mnie dzwieki Metallici. Host tata malowal sciane i potrzebowal najwyrazniej muzyki. Pozniej po lozku zaczela skakac Desiree wraz z kotem. Myslalam, ze zwariuje. Zaczelam do niej gadac po polsku, to troche sie uspokoila, bo to ja zdezorientowalo. Pokoj jest caly rozowy, na scianie Kopciuszek i Spiaca krolewna. Nad lozkiem Desiree baldachim. Ja spie na poduszkach Hello Kitty. Ratunku!

Sobote spedzilam na poznawaniu rodziny. Babcie, dziadek, kuzyn… Nastepnie male zakupy, objazd po okolicy tylko po to, zeby sie przywitac z drugim dziadkiem, lunch, 2 godziny przed telewizorem. Okazalo sie, ze mala Desiree oraz Zach i Kayden maja dzis swoje wystepy z wakacyjnych zajec tanecznych. Pojechalismy do Junior School i przez godzine ogladalismy tanczace dzieci, od 3 latkow do 14 latkow. Bylo conajmniej nudno. Potem wszyscy poszlismy na basen do sasiedniego budynku. Desiree wciaz trzyma mnie za reke, mowi duzo rzeczy, z ktorym rozumiem niewiele i nie odstepuje mnie na krok.

Po obiedzie, ktory nie wiedziec czemu byl o 10 wieczorem, poszlam spac. W niedziele Desiree znow mnie obudzila, tym razem przynoszac ze soba psa. Udawalam, ze jej nie widze. Na sniadanie platki z mlekiem i peanuts butter. Korzystajac z okazji, ze kazdy robi co chce, wzielam laptopa od host mamy. Dlugo nie posiedzialam. Chyba najlepszym wyjsciem jest kupic swoj komputer, poniewaz w tym przypadku nie mam kiedy napisac chocby notki, a co dopiero porozmawiac ze znajomymi. Niedziela minela na spacerkach z Desiree, rowerze z Kayden’em i siedzeniu przed tv (oczywiscie cod4 rowniez). Zasnelam na fotelu. Zmiana czasu wciaz daje o sobie znac.

Mamy poniedzialek. Wszyscy juz poszli do szkoly. O 1 pm ide do szkoly wybrac przedmioty i zarejestrowac sie. Czekam na mame i boje sie, ze tym razem na moje siedzenie przy komputerze zareaguje bardziej stanowczo. Jutro do szkoly ide juz na rano. Wstajemy o 6, poniewaz 7.10 podjezdza zolty autobus.

Wszyscy pytaja jak sobie radze z jezykiem. Wiekszosc z tego, co mowia rozumiem. Akcent maja typowo ‘filmowy’, ale mowia szybko. Ciekawa jestem, jak to bedzie w szkole. Bez wlasnej komorki i komputera zycie jest ciezkie ;)

Naokolo, gdzie nie spojrze, widze ogromne gory. Jest bardzo goraco na zewnatrz, natomiast w domu zimno, a od klimatyzacji zaczynam byc chora.

Wrocila mama. Wylaczam kompa, zdjecia wrzuce przy najblizszej okazji.


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.