Warsaw – Toronto

Howdy! Niesamowity zbieg okolicznosci oraz moj spryt spowodowaly, ze moge teraz pisac ta notke. Siedze sobie w bibliotece publicznej ‘dzielnicy’ AURORA w Toronto. Tylko tu jest internet. Pytajac na ulicy o typowe przeciez Internet Cafee, slyszalam “In Aurora?! o.O”. Pewna sympatyczna pani postanowila mi pomoc. Dala swoj nr karty i nazwisko, zebym mogla pojsc i na nia sie zalogowac. Natomiast niesympatyczny pan z Informacji w bibliotece uznal, ze cos krece :D Ale mimo wszystko mam na godzine jeden z 30 komputerow dla siebie.

Coz, w tej notce mialo byc o locie. Wiec do dziela. Wszystkie odprawy z Polski to banal, troche czekania, ale dalo sie zniesc. Szkoda, ze lecialam LOTem, bo stewardessy z Polski wcale nie sa takie mile na jakie wygladaja. Nie powiem tez, zebym specjalnie sie najadla ketchupem i plasterkiem ogorka. Lot trwal 9 godzin, niespodziewanie krocej. Pierwsze 4 godziny dluzyly sie  w nieskonczonosc. Dwa fatalnie nudne filmy. Dobrze, ze dali kocyki, bo bym tam zamarzla. Potem poszlam spac i snilam o czyms do jedzenia <najprawdopodobniej>. Obudzilam sie w momencie, gdy do ladowania zostalo 30 minut. Rozdawali nam Deklaracje, w ktorych nalezalo zaznaczyc cel i rodzaj pobytu. Dobrze bylo rowniez podpisac, ze nie ma sie ze soba pistoletow, karabinow etc. ;D Moja pewnosc siebie zmalala wraz z momentem zobaczenia bramek celnych. Majac na uwadze informacje od roznych ludzi, ustawilam sie w kolejce do mlodego hindusa ;) Zal mu bylo, ze przyjechalam tylko na 3 miesiace, dlatego nie wstemplowal daty pobytu, wiec moge zostac tu przez 6 miesiecy ;p Sadzilam, ze skieruja mnie pozniej do Immigrations, gdzie mogliby kazac mi wracac, ale szybko machnelam paszportem <niebieskim> i pozwolono mi zwyczajnie isc odebrac bagaz. Przez 20 minut szukalam wyjscia z hali bagazowej <ach ta moja orientacja w terenie!> . Coz, to nie moja wina, ze w miejscu gdzie byl napis EXIT drzwi piszczaly przy dotknieciu, a ja czulam na sobie wzrok 3/4 ludzi :D Ale zyczliwych ludzi. Prawie za reke zaprowadzili mnie do wyjscia, ciagnac moja walizke (:

Jestem w Toronto. Konkretniej Aurora. Maly pokoik w basemencie jednego z indentycznych niskich domkow. Wszystkie wygladaja jak splaczczone kartony po mleku. Najgorsze sa odleglosci. Zanim znalazlam sklep minelo 30 minut. Blogoslawiony wynalazca samochodow. Trzeba tylko prawko zrobic :D Co 200 metrow jest mini centrum handlowe. W ktorym nic nie ma, co jest potrzebne. No trudno.

Przegladalam ogloszenia o pracy. W wiekszosci splawili mnie mowiac, ze mam zalosny dojazd, bo Aurora ma daleko do dzielnic, w ktorych jest praca. W innym bez drive licence nie mam szans. Wiec kolejnym krokiem jest zarobic <jakos> na prawo jazdy. A jednoczesnie szukac pracy w okolicy.

W zadnym sklepie nie mieli odpowiedniej karty long distance do dzwonienia. Trudno. Najbardziej brakuje mi internetu pod reka, jutro mnie ot tak nie wpuszcza do biblioteki bez karty. A biblioteka jest ogromna. Conajmniej 30 komputerow, mnooooostwo ksiazek.

Jest goraco, pogoda zmienia sie z godziny na godzine. Na ulicy nie ma ludzi. Ludzie sa w samochodach. Smutne troche. Coraz bardziej uzalezniam sie od kawy. Musze dziwnie wygladac, bo ci nieliczni ludzie na ulicach sie na mnie patrza. Albo jak wychodza ze szkoly. Niewazne.

Prawie nikt nie moze zrozumiec co mowie, przez ‘dziwny akcent’. Moglabym jeszcze pisac i pisac rozne szczegoly i glupoty, ale i tak rozpisalam sie za bardzo. To dopiero 2 pm, czyli tylko pol dnia za mna, a nogi mnie bola jak po koncercie.

Brakuje mi tez muzyki. Ipod’a szlag trafil juz w samolocie. Rozpadl sie na kawaleczki. Mam ze soba jedyne plyte The Cure – The Cure.

Do nastepnego.

Odpowiedzi: 4 to this post.

  1. Wysłany przez Maja w dniu maj 26, 2008 o 8:12 pm

    Uuu, jak iPoda nie ma to już masakra :P Mówię serio – mi by było ciężko bez mojego przeżyć…
    A co masz na myśli, że szlag go trafił? :P Tzn, tak sam z siebie? :P

    Myślę, że tylko Ci się wydaje, że wszyscy na Ciebie patrzą ;) Jestem pewna, że wcale tak nie jest ^^ Czasem wyobraźnia płata figle, zwłaszcza w nowym miejscu :D

    Cieszę się, że lot przebiegł szczęśliwie (chociaż było zimno, jedzenie było do dupy, nudno i stewardesy były wredne) :D I czekam na dalsze relacje ^^

    PS. Nie mogłabyś sobie załatwić własnej karty w bibliotece? ;)

    Odpowiedz

  2. Wysłany przez Esamo w dniu maj 26, 2008 o 8:48 pm

    Jedzieeeeesz Kasia! :)

    Odpowiedz

  3. wiesz tęsknie :( :*

    Odpowiedz

  4. Wysłany przez asder w dniu czerwiec 17, 2008 o 2:15 pm

    wszystko ładnie –tylko gdzie wizyta w CIC po prawej po kontroli paszportowej i drukniecie Work Permitt –bez tego nie popracujesz —bez SIN pozniej nie da rady :(

    Odpowiedz

Odpowiedz na ten post