Odliczanie dni do powrotu nie jest łatwą rzeczą. Pocieszam sie myślą, że do Polskie nie wracam na długo, że bedę szukać innych perspektyw. Został mi jeszcze ponad tydzień. Sądze, że uda mi sie go wykorzystać. Tymczasem solidny opis wycieczki do Niagary.
Czego się spodziewacie po cudzie świata? Czegoś oszałamiającego? Zapierającego dech w piersiach? Czegoś… nie do opisania? Pudło. Skoro ja mogę to opisać, to nie jest chyba aż tak cudowne. Wjeżdżając do miasteczka od razu rzucają się w oczy kolorowe ulice pełne atrakcji. Zamki strachu, sklepy ze słodyczami, kina, sklepy, sklepy, sklepy… i KASYNA !No i kilka wysokich hoteli. Wysokich, żeby widok na Niagarę z szesnastego piętra Marriotu mógł w jakimś stopniu zachwycić. I rzeczywiście. W dzień co prawda Niagara wygląda jak wielka dziura pełna wzburzonej wody, ale w nocy… jest na co patrzeć. Kolorowe lasery potęgują wrażenie. Czerwona Niagara wygląda jak wejscie do piekła. Zielona jak mistyczna kraina elfów. Różowej nie będę komentować.
Poniżej Niagara z 16 piętra hotelu w pochmurny dzień (a w tle USA):

Spędziłam tam tylko niecałe dwa dni, a miałam wrażenie, że tydzień by nie wystarczył, żeby wszystko zobaczyć, we wszystkim wziąć udział…
Ja przed jednym z wejść do Casino (tak, jak Chińczyk – z aparatem na szyi):

Kasyn jest mnóstwo. Niestety wstęp od 19 roku życia. Osoby poniżej wyznaczonego wieku muszą płacić 2000 cad za wejście… Odpuściłam.
Tego dnia udało mi się przelecieć przez większość uliczek z atrakcjami. Baterie w aparacie się wyczerpały, a nieroztropna Kasia zapomniała wziąć zapasowych. Co daje w efekcie stracone 7cad na dwa głupie paluszki. Niestety przegapiłam pokaz fajerwerków – właściwie niewielka strata. Fajerwerki nie są czymś, czego bym nie widziała. W tym czasie byłam w zamku Frankensteina…
W dzień wyglada nawet sympatycznie, nie? W nocy już mniej. Dochodzą bardzo ciekawe odgłosy ze środka. Wrzaski, piski, pełne rozpaczy wołania… Takich zamkow roznego rodzaju jest conajmniej 7 na dwóch uliczkach. Wejscie kosztuje około 10 cad. Zainwestowałam. Szczerze mówiąc wchodziłam z myślą ‘E, to wszystko sztuczne, zabawne i nie ma co sie bać’. Powiem tyle, że gdyby nie świadomość, że za chwilę uda mi się dogonić grupę przede mną – wróciłabym z wrzaskiem do tyłu. Nie chodzi nawet o to, że wszystko wyglądało realnie, raczej przerażające były długie ciemne korytarze bez niczego. I pewność, że zaraz coś wyskoczy, włączy się albo spadnie Ci na glowe. Jak usłyszałam głosy niemców przede mną, rzuciłam się biegiem do nich, żeby skończyć tą wędrówkę z kimś żywym. Było raźniej, śmieszniej, dużo pisków i zdjęć. Wyszłam śmiejąc się. Nie ręczę, że to by się tak skończyło, gdybym musiala isc sama… :D
Kolejnym etapem było Sky Wheel:
Wygląda to dość majestatycznie, można się było spodziewać niezłych wrażeń. Kolejny zły wniosek. Usypiająca muzyka w środku, przystanek w każdym strategicznym miejscu – na górze i po bokach, i ‘piękny’ widok na parking. Zazdrościcie, nie? Z samej góry nawet fajnie wyglądał wodospad, ale to jedyny plus. Usypiające i bardzo nudne. Zmarnowane 10 cad.
Coś, na co nie starczyło mi czasu to muzeum figur woskowych. Jedynie pobieżnie udało mi się zobaczyć Jacka Sparrow’a, Indiana Jones’a, Brada Pitt’a i Alice Cooper’a (za samo robienie zdjęć pobierali opłatę, a na wejście zwyczajnie nie było mnie stać ;p)
Indiana Jones jezdził w górę i w dół nie wiedzieć po co. Orlando wyszedł całkiem nieźle. Jack niestety tyłem – strasznie długo trzeba było czekać, żeby sie obrócił. A Brada zza szyby kiepsko widać,ale podobieństwo uderzające. Niezły biznes zrobili na tym wosku…
Później odstałam swoje w kolejce na statek płynący pod samą Niagarę. Zrobili mi zdjęcie zupełnie nie wiem po co. Wszyscy dostali niebieskie płaszcze, też zastanawiałam się w jakim celu. Dość szybko miałam się dowiedzieć. Już przy wchodzeniu na pokład czuć było wszędzie wodę. Jak ruszylismy wszyscy byli w kapturach. Pod amerykańską Niagarą widzieliśmy turystów w żółtych płaszczach. Wszyscy powyciągali aparaty, by za chwilę je schować. Ledwo można było coś zobaczyć. Woda była wszędzie. Potwierdziła się moja teoria, co do wielkiej dziury pełnej wody. Z tym, że teraz zobaczyłam to z innej perspektywy. Niagara kanadyjska już wyglądała bardziej majestetycznie, budziła wręcz lęk przed siłami przyrody. Woda jako żywioł pokazała co potrafi. Większość schodziła ze statku do połowy mokra, część z zepsutymi apratami. Ta przyjemność kosztowała 15 cad. A oto zdjęcia, które udało mi się jakimś cudem zrobić:
Po lewej Niagara amerykańska, a po prawej statek, którym płynęliśmy (oczywiście jak zwykle flaga kanadyjska).
A pod spodem most do USA oraz wspomnieni turyści na żółto.
Zdjęcie z muzeum figur woskowych (Craig Jones) oraz King Kong i przewrócony budynek.
Teraz przejdźmy do codziennej Kanady. Zapomniałam wspomnieć o podatkach. Generalnie obowiązuje 13 % tax. W sklepach ceny są podawane bez tax’u. Czyli trzeba pamiętać, że jak nakupujemy to potem doliczamy 13% ceny i dopiero płacimy ^^’
Zupełnie też nie rozumiem, czemu Kanadyjczycy mówią ‘omlet’ na spłaszczoną jajecznicę…













Haha, spłaszczona jajecznica :D
Szkoda, że nie złapałaś mojego ukochanego Sparrowa ;P
Fajna ta Niagara :P
Comment przez Maja — czerwiec 25, 2008 @ 2:06 pm |
Piękne fotki :)
Comment przez lol — lipiec 3, 2008 @ 5:17 am |
zdjęcia niby ładne… ale nie są zbyt poprawne. A już na pewno nie artystyczne… Pozdrawiam, fajną wycieczkę miałaś.
Comment przez ewa — październik 7, 2008 @ 2:26 pm |