Archiwa tagu: host family

Wiza juz jest

Byłam przekonana, że nie zdążę. Rok szkolny zaczyna się 25 Sierpnia. Wczoraj byłam w ambasadzie, co nie dawało mi pewności, ze odeślą paszport na czas. Ale otrzymałam wizę w tempie ekspresowym – dziś ją odebrałam. Nawet nie wyszłam na zdjęciu jak pulpet -.-  Potwierdzenie lotu właśnie przyszło e-mailem. Wygląda na to, że wszystko zaczyna nabierać tempa i realności. Tak, w piątek lecę do Salt Lake City. Podróż przez Zurych i Chicago.

Chyba naprawde przydałoby się zacząć pakować. I kupić te prezenty dla host rodziny…Swoją drogą,  jestem dziwnie spokojna i zupełnie nie chce mi się uczestniczyc w tym calym zamieszaniu. Mam wrazenie, że nowosci i wrazenie znow uderza ze zdwojoną siłą. W miare mozliwosci, od razu po przylocie zastaniecie dokladny opis tego, jak sie podczas podrozy nudziłam. Nie bardzo jest co więcej napisac. Rodzina przysyla lakoniczne, jednozdaniowe e-maile. Moze beda bardziej wymowni na żywo…

Mam tez nadzieje, że kupie baterie do aparatu i zdjecia, zdjecia, zdjecia sie pojawia ;)


Placement i rozmowa z host mamą

Po długiej przerwie pora powrócić w wielkim stylu. Dziś otrzymałam najbardziej pozytywną wiadomość od miesiąca. Najbliższy rok spędzę w Stanach Zjednoczonych w stanie Utah. Nie ma narazie wielu informacji, ale są na tyle konkretne, ze moge zbudowac sobie wstępny obraz.

Miasteczko zwie się Ogden. Leży niedaleko Salt Lake City. W pobliżu mogę spodziewać się dzikiej przyrody i gór. Szkoła – Fremont High School znajduje się około 12 mil od mojego przyszłego domu, w miejscowosci Plain City. Rodzina ma typowo amerykańskie nazwisko – Stephens. Z krótkiej adnotacji wynika, że mają czworo dzieci: Nathan (17), Kayden (14), Zach (10), Desiree (6). Mam być w pokoju z najmłodszą, słodką, uroczą szesciolatką… Przezyjemy ;) Jest też informacja, ze interesują się tańcem, akrobatyką <?>, komputerami <!> i grami wideo <!> . Nie jest najgorzej…

Z mojej zacnej komórki nie dało się zrealizować połączenia do Utah. A niestety rodzina nie pomyślała, że przydałby się email kontaktowy :)  Postanowiłam wykorzystać skype’a. Dzwonie… dzwonie… Nic. Więc dzwonię do lokalnej koordynatorki, która dała mi jakiś nr nie działający. Dzwonie dalej – do biura host mamy. Sekretarka nie ma pojęcia o co chodzi. Cóż, nie poddaje sie :) Dzwonie jeszcze raz na nr początkowy i tak!, odebrała. Donnell od razu wiedziała, że rozmawia ze mną, czyli ze swoim exchange studentem. Gdzieś w tle słyszałam głos tej 6-letniej słodkiej uroczej, przez chwile nawet z nią rozmawiałam :) Potem udało mi się poprosić o e-maila i po 10-cio krotnym powtórzeniu dla pewności i oznajmieniu, że jestem bardzo happy, skonczylam rozmowe. Od razu wysłałam e-maila ze zdjęciami i pytaniami. Czekam z niecierpliwością na odpowiedź. Czekam również na dokumenty z USA, które umożliwią mi staranie się o wizę. Pozostanie kupno biletu i w drogę. Kolejna przygoda czeka.

Atmosfera się absolutnie zmieniła z nudnej i niepewnej w pełną oczekiwania i ekscytacji. Trzeba poszukać prezentów dla host family <żubrówka na 1szym miejscu>, wywalić połowe rzeczy z szafy i tak dalej. Standard. Uwielbiam to.


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.