Archiwa tagu: jedzenie

Szkola – zmiany

Ostatni tydzien byl nerwowy, ale przyniosl wiele nowosci.

ZMIANA KLAS

Miedzy innymi postanowilam nie zdawac zadnych egzaminow <graduation> i zmienic klasy, ktore mi nie odpowiadaja, na inne. Wiazalo sie to z oplatami – klasy ktore wybralam wymagaly oplat ok $15 kazda. Na rzecz materialow (glina, kredki, papier).

Tak wiec za jednym razem pozbylam sie US Government, Health i Computer Programming, z czego sie bardzo ciesze. Nowe klasy wniosly wiele pozytywnego i nie musze nudzic sie na lekcjach, ktore mnie nie interesuja.

ART 2 – Po prostu robie to, co lubie. Zadan jest duzo i trzeba sie spieszyc, zeby oddac prace w terminie. Wlasciwie nie ma znaczenia JAK rysujesz. Wazne, ze rysujesz ;)

POTTERY – Nie wiedzialam, czego sie spodziewac, ale uznalam, ze klasa jest wystarczajaco fun, zeby dolaczyc. Na poczatek kazdy dostal spora bryle gliny i trzyma ja w szafce. Pierwsze zadanie to stworzyc marracco. Czyli instrument, pozniej na kole bedziemy – lepic to zle slowo – garnki xD Atmosfera jest sympatyczna, a czas leci szybciej niz powinien.

COMMERCIAL ART – Ta klase wzielam w ciemno. Nie zostala zadna inna do wyboru ;) Polaczenie ART i komputera. Najpierw proby rysowania czcionek, inicjalow. Pozniej krotki wstep do Adobe Illustrator. Na kolejna lekcje musimy narysowac swoje imie czcionka ‘metaliczna’. Nie wiem jaki w tym sens, ale niezla zabawa.

Jeszcze raz musze podkreslic, ze zmiana wyszla na lepsze. Robie to, co lubie. Gdyby tak wygladala szkola w Polsce… z przyjemnoscia wciaz bym w naszym kraju siedziala ;)

MUSICAL

To kolejny punkt, o ktorym warto wspomniec. Po raz kolejny rzucilo mi sie w oczy profesjonalne podejscie do wszystkiego. Przesluchania do szkolnego musicalu Once upon a mattress (na podstawie animowanego filmu – polecam, polecam) trwalo lacznie trzy dni. Kazdy, kto chcial sprobowac swoich sil – wpisywal sie na wywieszona na korytarzu liste (zupelnie, jak na filmach, prawda?). Nastepnym krokiem bylo wypelnienie formularza, wazna rzecza byl stempel od kogos z Main Office oraz wpisanie dni, w ktore NIE mozna sie pojawiac na ewentualnych probach (z powodu pracy, treningow, etc.) . Do formularza dolaczono dwie piosenki do wyboru oraz dwa monologii. W srode i czwartek trwaly przesluchania do rol. Zalapalam sie w ostatniej chwili, wiec moj monolog czytalam zupelnie improwizujac. Pomijajac kilka slow, ktorych wymowe przekrecilam, nie wypadlam najgorzej ;) W piatek krotki dance audition. Instruktorka przedstawila kilka podstawowych ruchow tanca Spanish Panic (z filmu). W ciagu 15 minut kazdy kandydat musial sie ich nauczyc. Nastepnie w piecio-osobowych grupach wchodzilismy do audytorium i tanczylismy. Tutaj nie poszlo mi najlepiej. Pogubilam sie w krokach. Ale nadrabialam mina ;p Przedstawienie planowane jest na listopad i zapowiada sie ciekawe. Oczywiscie odbedzie sie poza szkola, w godzinach wieczornych i oczywiscie – przyjdzie cala szkola. A bilety kosztuja $8. Uwielbiam ten kraj. Do osob, ktore przeszly przesluchanie pozytywnie – nauczyciele maja zadzwonic w przyszlym tygodniu.

FOOTBALL GAME

Zaluje, ze nie bede mogla napisac dokladnej relacji. Niestety nie mialam okazji pojechac na mecz. Host rodzina miala napiety program na ten dzien (pies sie rozchorowal …). Ale mimo wszystko mam o czym pisac. Od 3 dni ludzie w szkole nie mowili o niczym innym, jak o pierwszej grze. W trakcie Algebry dostalismy komunikat, by wlaczyc projektor. I pojawil sie film. Dyrektor, samorzad i wiele innych osob zapraszalo na mecz, podkreslajac, ze beda darmowe hot dogi ;) To jest dla nich bardzo wazne – dopingowac swoja druzyne, cheerlederki, uczestniczyc w szkolnych wydarzeniach. Jak juz jestesmy przy Algebrze, musze wspomniec, ze nie tylko film nam przeszkodzil w rozwiazywaniu rownan. Dwie osoby weszly i rozdaly kartki. Chodzilo o wybor przewodniczacej samorzadu. Moze nia byc tylko dziewczyna Senior. Wstrzymalam sie od glosu – nie znam zadnej Senior, ktora sie nadaje na przewodniczaca ;) Kontynuujac lekcje Algebry: Mr.Denton czytal wyniki testu z poprzedniej lekcje. Mialam drugi wynik w klasie 97/100. Wszyscy sie na mnie dziwnie patrzyli…

LUNCH

Odpowiem wreszcie na wasze pytanie – co jest na lunch i jak to wszystko wyglada?

Lunch kosztuje $2 dziennie. Kafeteria (Cafeterie) jest dosc duza sala, wieksza od znanych nam stolowek. W zaleznosci od tego, co chcesz zjesc, kierujesz sie w odpowiednie miejsce. Z reguly do wyboru sa trzy takowe. Salatki/Pizza/Danie. Wybaczcie, lecz nie opisze co wchodzi w sklad dwoch ostatnich. Jako wegetarianka bazuje na salatkach. Coz, wiec bierzesz tacke, sztucce, plastikowe miseczki lub talerzyk i nakladasz sobie co chcesz. Do salatki wlasciwie mozna wrzucic wszystko. Oliwki, pomidory, ogorki, ser, szynke, grzanki, etc. Do tego sosy. Zawsze dodatkowo jest jakis deser – ciastko. Mleko kakaowe oraz sok. Ananas, pieczywo, twarozek. Mozesz tez wziac ziemniaka xD Generalnie lunch jest chyba najlepsza pora w calym rozkladzie dnia. Mnostwo wolnego czasu – okolo 30 min. Zdecydowanie lubie lunch.

NEW STUDENT BREAKFAST

W czwartek na English otrzymalam notke, zeby w piatek o 8.30 zjawic sie na New Student Breakfast. Brzmialo smiesznie. Nie wiedzialam o co chodzi. W trakcie Pottery wyszlam wiec i podazylam do Lecture Hall. Kazali mi wybrac kolor markera, napisac swoje imie na naklejce i przykleic do tego jakies zwierzatka <rowniez naklejki>. Bylam co najmniej zdezorientowana. Ale wszyscy to wszyscy. W sumie to bylo smieszne. Jednak po chwili juz nie mialam watpliwosci, ze ta godzina bedzie przyjemna. Donnuts, banany, kakao, sok… Dowiedzialam sie tez, po co to wszystko. W sali zebrali sie wszyscy uczniowie zarejestrowani w tym roku. Lacznie z exchange studentami. Celem bylo poznanie sie i … i tyle. Najpierw podzielilismy sie na Juniors, Sophomores, Seniors. Rozmawialismy. Pozniej na tych, ktorzy maja naklejona zabke, na tych ktorzy maja imie napisane czerwonym markerem, na tych ktorzy lubia komedie, i tak dalej. Za kazdym razem mozna bylo poznac kogos nowego, zamienic z nimi pare zdan. Z opisu moze brzmiec troche, jak w przedszkolu. Moze i tak bylo. Ale byla tez zabawa i fajnie spedzony czas. Wliczajac te 3 zjedzone paczki :)

Chyba tyle wystarczy na dzis. Zanudzilabym was wieksza iloscia informacji. Zdjec w szkole nie udalo sie zrobic, nadrobie to zdjeciami innymi, lecz dopiero wkrotce. Z tego tygodnia zebralo mi sie kilka ‘pamiatek’, ktore postanowilam umiescic pozniej w Scrapbook z pobytu. Miedzy innymi moj numerek z przesluchania, wizytowka z imieniem i zabka, notka o new student breakfast etc.

(W przyszlym tygodniu planuje znalezc club judo w okolicy, cos trzeba robic po lekcjach ! )


Wisla Plaza, powrót i leniwi Kanadyjczycy

Żeby nie zostawiać zbyt dużych odstępów czasu między dopływem informacji – kolejna relacja dzisiaj.

Ze spraw dotyczących pracy niewiele nowości. Stoję w miejscu. Sezon wciąż nie osiągnął apogeum. W związku z czym jedynym zajeciem wciaz zostaje sprzatanie motelu. Praca tylko na weekendy = brak stałego dochodu = brak efektów. Mam niecałe 200cad w kieszeni. Właściwie to sporo pieniędzy biorąc pod uwagę tutejsze ceny. Mogłabym nawet kupić niezły samochód z małą usterką, która wymaga chwili pracy i wszystko będzie działać. Trafiają się małe prace, takie jak pomoc przy budowie decku, mycie okien u sąsiadów etc. Ale to jest na bieżące wydatki, nie mam żadnych korzyści pieniężnych patrząc perspektywicznie. Dlatego też postanowiłam zakończyć krótką przygodę z Kanadą i wrócić do Polski w pierwszej połowie lipca <tam da da dam> . Nie bede na razie podsumowywać tego wyjazdu, bo jeszcze sie nie skończył. Całe 2 tygodnie przede mną, więc wykorzystam ten czas, by zobaczyć jeszcze więcej.

Poraża mnie lenistwo ludzi. Tutejszych ludzi. Głównie Kanadyjczyków. Im sie nic nie chce. Na każdym kroku idą na łatwiznę. Wszystko gotowe. Wsadzić do mikrofalówki i odgrzać. Rozpakować i skręcić. Kupić i włączyć. Nie potrafią sami niemalże nic. Mają podane pod nos, nie muszą sie wysilać. Do sklepu, który jest w zasięgu wzroku jadą samochodem. Coś im się zepsuje – wołają fachowców lub uczynnych sąsiadów. Większość pracuje 5 dni w tygodniu, a gdy przychodzi weekend – siedzą w garażach. Dosłownie. Siedzą i piją. Albo cały dzień na deckach – tarasach. Rownież siedzą i piją i rozmawiają… relax. Ciężko sie dostosować do takiego trybu życia. Zdecydowanie wole młodsze pokolenie. Jeżdżą na plaże i sie bawią. Trenują, kupują, oglądają, załatwiają. To już bardziej przystępne. Ludzie są leniwi. Łatwo wywnioskować, że cenią Cię, jeśli coś robisz. Łatwo znaleźć dobrze płatną pracę w usługach. Trzeba jednak być obywatelem lub rezydentem i wykazać sie odpowiednimi skillami. Tyle o tym.

W związku z tym, że mieszkam w Wasaga Beach odległość do Downtown – centrum Toronto jest znaczna. Ostatnio udało mi się zabrać z kimś, kto jechal do Toronto. I oto moje wrażenia: Przede wszystkim z centrum kojarzą się wieżowce i bloki mieszkalne. W Toronto takie bloki są rzadkością. Głównie spotyka się standartowe domki, domy – zaleznie od dzielnicy. Co chwila natykamy się na plazy/malle. Każda z nich ma jakąś nazwę. Przykladowo North Plaza, Wisla Plaza, Chopin Plaza, Dixie Plaza. Sa to skupiska sklepow. Spozywczych, chemicznych, kawiarni, dentystow, restauracji, biur etc. Mialam okazje byc na wspomnianej Wisla Plaza. Wszyscy sprzedawcy, w kazdym sklepie mowili rowniez po polsku. Wisla Plaza miesci sie w Missisauga – jednej z dzielnic, gdzie mozna spotkac najwiecej Polakow. Jednak najciekawszy był najwiekszy Polski sklep – Starsky – wielkosci małego marketu. Mozna tam kupic wszystkie polskie produkty. Wszelkie zupki, czekoladki, wędlinki, pierożki, jogurty, no i SERY. W kanadyjskim sklepie – WalMart, SuperStore, Nofrills nie znajdziecie nigdzie normalnego żółtego sera. Wszystko to jakies pseudo pakowane dziwne coś smakujące jak… Dlatego chwała za ten polski sklep, bo czasem żółty ser się przydaje.

Skoro już jestem w temacie Polski – PACZKI. Z racji, że przybyło mi bagażu – ach te zakupy – zmuszona bede wysłać część do Polski. I chyba warto podać koszt takiego przedsięwzięcia. Postanowilam wyslac cala walizke – zeby przy przesiadce powrotnej miec mniej bagazu. I bede musiala za ok 23kg zaplacic 160cad. Przesyłka lotnicza dojdzie w ciagu 2 tygodni, taniej można wyslac cos droga morska – do 5 tygodni. Nie bardzo podoba mi sie czekanie ponad miesiac na moje ciuchy… :D Oczywiscie cena zalezy od wagi, ale nie jest to najtańsze.

Mamy pewnych znajomych, kilka ulic dalej. Jest to małżeństwo – Janeczka Polka, Berry Kanadyjczyk. Dość już starzy, ale w pełni życia. Budujemy u nich dek/deck (wciąż nie wiem jak się pisze). I stanowczo można dostrzec różnicę w stylu zycia, zyczliwości. U nich jemy lunch, obiad/kolację i zawsze spotykamy się z zainteresowaniem, czy czegoś nam nie potrzeba etc. Co prawda wyświadczamy przysługę – budowa deku, położenie płyt i tak dalej to ogrom pracy, zwłaszcza, że firmy biorą za to spore pieniądze. My nie dostaniemy wiele, ale mimo wszystko to dobre doświadczenie. Janeczka świetnie gotuje. Jej doświadczenia kulinarne wynikaja z wielu podróży – między innymi do Peru i ogolnie Ameryki Południowej. Miałam okazję spróbowac tradycyjnego meksykańskiego obiadu. Skladal się z placków – znana nam tortilla i wszystkiego co tylko chcemy włożyć do środka. Między innymi wegetarianskie mięso ( :D ), pasta z fasoli, ser, oliwki, guacamola (pasta z awokado, pomidorów i ostrej papryczki), smietana oraz obowiązkowo sos salsa. Nigdy nie lubiłam awokado, ale od spróbowania guacamoli jestem w stanie się do niego przekonać. Jedną ze specjalności Janeczki jest sałatka z mango, ostrej papryczki, marchewki, papryki… Główną rolę gra mango i papryczka. Niesamowita kompozycja. Z takich kulinarnych ciekawostek jeszcze jadlam wielkie pieczarki (same kapelusze) usmażone, a na gorze ser kozi i papryka. Smak był.. ciekawy. Obawiam się, że gdyby nie rower, który codziennie katuję wyjechałabym stąd dwa razy grubsza (:

W planach mam wycieczkę do Downtown w Toronto – tak konkretnie zwiedzic co trzeba i porobić zdjęcia oraz jeśli się uda – Niagara. Mysle, ze najwyzsza pora wyniesc jakies turystyczne korzysci z pobytu w Kanadzie. Jakby nie patrzec w koncu jestem tu jako turystka. Aparat odkupilam, więc poniżej zamieszczam fotke z plazy. Kolejna notka wkrótce, bo czasu jest mało.


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.