Archiwa tagu: Kanadyjczyk

Wyjazd, Kanadyjczycy part 2, meals

Mentalność Kanadyjczyków: part 2

Ciężko się przyzwyczaić do tego kraju i do tych ludzi.  Są jednocześnie bardzo sympatyczni, życzliwi i pomocni jak również głupi, leniwi i niezdarni. Myślę, że dwa epizody, które miałam okazję widzieć i uczestniczyć w nich zobrazują sytuację.

1. Wspominałam już o myciu okien u sąsiadów. Poprosili mnie o to Berry i Janeczka. Dostałam drabine, ścierki, ocet i do dzieła. Taka praca może się wydawać trudna. Wręcz przeciwnie. Okna się domywały idealnie. Problem miałam tylko z frontowym. Było zbyt wysoko, nawet na drabinie. Poszłam więc spytać Berry’ego, czy odpowiada mu opcja umycia tego okna tylko strumieniem wody pod ciśnieniem. Na to on zaczął czegoś szukać… Okazało się, że była to gazeta. Średnio pamiętam tytuł, ale i tak byłam pod wrażeniem. Cos w rodzaju ‘Housework’. Cala gazeta poświęcona sprzątaniu domu, porządkowaniu ogródka etc. Poraził mnie artykuł, który wyszukał Berry. Miał on nagłówek ‘Window cleaning’. Nie wiem, po co Kanadyjczyk czytał mi go, ale myślałam, ze padne ze smiechu. Słowo po słowie opisane czynnosci, ktore nalezy wykonac przy myciu okien. Jak trzymac squezza – nazwa była trudna, sorry (takie dziwne cos, czym sie powinno ‘profesjonalnie’ myc okna). Pod jakim kątem, jakiej wody uzywać, czym potem te okna smarować… Jak Berry skonczyl czytac i caly zaaferowany zaczal szukac potrzebnych przyrzadow, powiedzialam, ze jednak moja idea jest chyba lepsza. I umylam to okno wężem ogrodowym. I było czyste. A Berry był dość rozczarowany, że w gazecie napisali inaczej…

2. Pozniej poprosili mnie o sprzatniecie domu. Rowniez nie mialam co robic, wiec 12cad/hr to dobry pomysl na spedzenie czasu. Sprzątnęłam wszystko jak należy. Po kilku dniach odebrałam telefon. Berry musiał poodkurzac a nie mógł znaleźć rury od odkurzacza i rzekomo ja ją gdzieś schowałam. Brzmi zabawnie. Zaraz będzie jeszcze zabawniej. Poszlam tam i mówie, że odkurzacz nie miał dodatkowej rury i zostawilam wszystko tak, jak zastałam. Po chwili zrozumialam o co mu chodzi. Biedny Berry musial sie schylac, bo nie wiedzial, że tą rurę wysuwa się z odkurzacza. Wystarczyło nacisnąć przycisk. Co gorsze – pokazałam mu ktory a on nadal nie umiał ; o A ma ten odkurzacz od 2 lat. No ratujcie.

I muszę dodać, że to nie jest tylko przypadek Berry’ego. Większość Kanadyjczyków jest taka. Nie wiedzą jak coś zrobić? Kupują gazetę i myją naczynia wg podanych tam punktów. To straszne.

Warto wspomnieć po raz kolejny o jedzeniu. Do jakiej restauracji by się nie poszło – dostaniesz wielką porcję. Nie ważne, czy to bedzie salatka, makaron, czy przystawki. Będzie bardzo duże i bardzo sycące. Roznica polega na tym, że w Polsce można pójść zjeść i wyjdzie się nienajedzonym. Tu można najeść sie samą sałatką. I zawsze będzie dobre ;p W Warszawie zdarzają się lokale, gdzie po wyjściu ma się ochotę zaskarżyć ich. Tutaj? Nigdy.

Jutro wsiadam w samolot. Zostawiam piękną Kanadę za sobą. Wrócę tu. Inny świat, inne perspektywy. Podsumowując, pewnie przypomnę sobie jeszcze trochę rzeczy i pojawi się kolejna notka. A po niej, do ‘Canada’ dodam USA, bo wciąż żyję nadzieją, że i ta przygoda mi się uda.


Wisla Plaza, powrót i leniwi Kanadyjczycy

Żeby nie zostawiać zbyt dużych odstępów czasu między dopływem informacji – kolejna relacja dzisiaj.

Ze spraw dotyczących pracy niewiele nowości. Stoję w miejscu. Sezon wciąż nie osiągnął apogeum. W związku z czym jedynym zajeciem wciaz zostaje sprzatanie motelu. Praca tylko na weekendy = brak stałego dochodu = brak efektów. Mam niecałe 200cad w kieszeni. Właściwie to sporo pieniędzy biorąc pod uwagę tutejsze ceny. Mogłabym nawet kupić niezły samochód z małą usterką, która wymaga chwili pracy i wszystko będzie działać. Trafiają się małe prace, takie jak pomoc przy budowie decku, mycie okien u sąsiadów etc. Ale to jest na bieżące wydatki, nie mam żadnych korzyści pieniężnych patrząc perspektywicznie. Dlatego też postanowiłam zakończyć krótką przygodę z Kanadą i wrócić do Polski w pierwszej połowie lipca <tam da da dam> . Nie bede na razie podsumowywać tego wyjazdu, bo jeszcze sie nie skończył. Całe 2 tygodnie przede mną, więc wykorzystam ten czas, by zobaczyć jeszcze więcej.

Poraża mnie lenistwo ludzi. Tutejszych ludzi. Głównie Kanadyjczyków. Im sie nic nie chce. Na każdym kroku idą na łatwiznę. Wszystko gotowe. Wsadzić do mikrofalówki i odgrzać. Rozpakować i skręcić. Kupić i włączyć. Nie potrafią sami niemalże nic. Mają podane pod nos, nie muszą sie wysilać. Do sklepu, który jest w zasięgu wzroku jadą samochodem. Coś im się zepsuje – wołają fachowców lub uczynnych sąsiadów. Większość pracuje 5 dni w tygodniu, a gdy przychodzi weekend – siedzą w garażach. Dosłownie. Siedzą i piją. Albo cały dzień na deckach – tarasach. Rownież siedzą i piją i rozmawiają… relax. Ciężko sie dostosować do takiego trybu życia. Zdecydowanie wole młodsze pokolenie. Jeżdżą na plaże i sie bawią. Trenują, kupują, oglądają, załatwiają. To już bardziej przystępne. Ludzie są leniwi. Łatwo wywnioskować, że cenią Cię, jeśli coś robisz. Łatwo znaleźć dobrze płatną pracę w usługach. Trzeba jednak być obywatelem lub rezydentem i wykazać sie odpowiednimi skillami. Tyle o tym.

W związku z tym, że mieszkam w Wasaga Beach odległość do Downtown – centrum Toronto jest znaczna. Ostatnio udało mi się zabrać z kimś, kto jechal do Toronto. I oto moje wrażenia: Przede wszystkim z centrum kojarzą się wieżowce i bloki mieszkalne. W Toronto takie bloki są rzadkością. Głównie spotyka się standartowe domki, domy – zaleznie od dzielnicy. Co chwila natykamy się na plazy/malle. Każda z nich ma jakąś nazwę. Przykladowo North Plaza, Wisla Plaza, Chopin Plaza, Dixie Plaza. Sa to skupiska sklepow. Spozywczych, chemicznych, kawiarni, dentystow, restauracji, biur etc. Mialam okazje byc na wspomnianej Wisla Plaza. Wszyscy sprzedawcy, w kazdym sklepie mowili rowniez po polsku. Wisla Plaza miesci sie w Missisauga – jednej z dzielnic, gdzie mozna spotkac najwiecej Polakow. Jednak najciekawszy był najwiekszy Polski sklep – Starsky – wielkosci małego marketu. Mozna tam kupic wszystkie polskie produkty. Wszelkie zupki, czekoladki, wędlinki, pierożki, jogurty, no i SERY. W kanadyjskim sklepie – WalMart, SuperStore, Nofrills nie znajdziecie nigdzie normalnego żółtego sera. Wszystko to jakies pseudo pakowane dziwne coś smakujące jak… Dlatego chwała za ten polski sklep, bo czasem żółty ser się przydaje.

Skoro już jestem w temacie Polski – PACZKI. Z racji, że przybyło mi bagażu – ach te zakupy – zmuszona bede wysłać część do Polski. I chyba warto podać koszt takiego przedsięwzięcia. Postanowilam wyslac cala walizke – zeby przy przesiadce powrotnej miec mniej bagazu. I bede musiala za ok 23kg zaplacic 160cad. Przesyłka lotnicza dojdzie w ciagu 2 tygodni, taniej można wyslac cos droga morska – do 5 tygodni. Nie bardzo podoba mi sie czekanie ponad miesiac na moje ciuchy… :D Oczywiscie cena zalezy od wagi, ale nie jest to najtańsze.

Mamy pewnych znajomych, kilka ulic dalej. Jest to małżeństwo – Janeczka Polka, Berry Kanadyjczyk. Dość już starzy, ale w pełni życia. Budujemy u nich dek/deck (wciąż nie wiem jak się pisze). I stanowczo można dostrzec różnicę w stylu zycia, zyczliwości. U nich jemy lunch, obiad/kolację i zawsze spotykamy się z zainteresowaniem, czy czegoś nam nie potrzeba etc. Co prawda wyświadczamy przysługę – budowa deku, położenie płyt i tak dalej to ogrom pracy, zwłaszcza, że firmy biorą za to spore pieniądze. My nie dostaniemy wiele, ale mimo wszystko to dobre doświadczenie. Janeczka świetnie gotuje. Jej doświadczenia kulinarne wynikaja z wielu podróży – między innymi do Peru i ogolnie Ameryki Południowej. Miałam okazję spróbowac tradycyjnego meksykańskiego obiadu. Skladal się z placków – znana nam tortilla i wszystkiego co tylko chcemy włożyć do środka. Między innymi wegetarianskie mięso ( :D ), pasta z fasoli, ser, oliwki, guacamola (pasta z awokado, pomidorów i ostrej papryczki), smietana oraz obowiązkowo sos salsa. Nigdy nie lubiłam awokado, ale od spróbowania guacamoli jestem w stanie się do niego przekonać. Jedną ze specjalności Janeczki jest sałatka z mango, ostrej papryczki, marchewki, papryki… Główną rolę gra mango i papryczka. Niesamowita kompozycja. Z takich kulinarnych ciekawostek jeszcze jadlam wielkie pieczarki (same kapelusze) usmażone, a na gorze ser kozi i papryka. Smak był.. ciekawy. Obawiam się, że gdyby nie rower, który codziennie katuję wyjechałabym stąd dwa razy grubsza (:

W planach mam wycieczkę do Downtown w Toronto – tak konkretnie zwiedzic co trzeba i porobić zdjęcia oraz jeśli się uda – Niagara. Mysle, ze najwyzsza pora wyniesc jakies turystyczne korzysci z pobytu w Kanadzie. Jakby nie patrzec w koncu jestem tu jako turystka. Aparat odkupilam, więc poniżej zamieszczam fotke z plazy. Kolejna notka wkrótce, bo czasu jest mało.


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.