Archiwa tagu: Lot

Pierwsze wrazenia, wredna mala siostra i ja chce KOMPUTER !

W dzien wylotu z Polski wstalam o godzine za pozno. Mialam 10 minut na dopakowanie walizki i biegiem na lotnisko. Pierwszy lot do Zurychu minal szybko, natomiast 10 godzin do Chicago dluzylo sie niemilosiernie. Odprawa celna trwala trwala bardzo dlugo, kolejka byla koszmarnie dluga, co spowodowalo, ze spoznilam sie na lot do Salt Lake City. Bez problemu dostalam nowy bilet, ale bardziej martwilo mnie, ze rodzina bedzie czekac 3 godziny dluzej. Dostalam misia i baloniki z napisami ‘Welcome Katarzyna’. Podczas drogi do domu zasypywali mnie setkami pytan o wszystko. Wierzcie mi -ciezko skoncentrowac sie na logicznej odpowiedzi podczas gdy 6 osob naraz zadaje pytania.

Dotarlismy na miejsce. Pierwsze co mnie zaskoczylo to wielki balagan w domu. Wiekszosc rzeczy w pudlach, sciana do polowy pomalowana – remont? Druga rzecza byl wielki telewizor na pol pokoju. Jak sie okazalo wcale nie bez podstawnie jest taki wielki. Dzieciaki moga grac przez cala noc na xboxie. Chyba zapomnieli, ze wlasnie przylecialam i polozylabym sie spac i do 3 w nocy gralismy w Call of Duty 4. O swicie obudzily mnie dzwieki Metallici. Host tata malowal sciane i potrzebowal najwyrazniej muzyki. Pozniej po lozku zaczela skakac Desiree wraz z kotem. Myslalam, ze zwariuje. Zaczelam do niej gadac po polsku, to troche sie uspokoila, bo to ja zdezorientowalo. Pokoj jest caly rozowy, na scianie Kopciuszek i Spiaca krolewna. Nad lozkiem Desiree baldachim. Ja spie na poduszkach Hello Kitty. Ratunku!

Sobote spedzilam na poznawaniu rodziny. Babcie, dziadek, kuzyn… Nastepnie male zakupy, objazd po okolicy tylko po to, zeby sie przywitac z drugim dziadkiem, lunch, 2 godziny przed telewizorem. Okazalo sie, ze mala Desiree oraz Zach i Kayden maja dzis swoje wystepy z wakacyjnych zajec tanecznych. Pojechalismy do Junior School i przez godzine ogladalismy tanczace dzieci, od 3 latkow do 14 latkow. Bylo conajmniej nudno. Potem wszyscy poszlismy na basen do sasiedniego budynku. Desiree wciaz trzyma mnie za reke, mowi duzo rzeczy, z ktorym rozumiem niewiele i nie odstepuje mnie na krok.

Po obiedzie, ktory nie wiedziec czemu byl o 10 wieczorem, poszlam spac. W niedziele Desiree znow mnie obudzila, tym razem przynoszac ze soba psa. Udawalam, ze jej nie widze. Na sniadanie platki z mlekiem i peanuts butter. Korzystajac z okazji, ze kazdy robi co chce, wzielam laptopa od host mamy. Dlugo nie posiedzialam. Chyba najlepszym wyjsciem jest kupic swoj komputer, poniewaz w tym przypadku nie mam kiedy napisac chocby notki, a co dopiero porozmawiac ze znajomymi. Niedziela minela na spacerkach z Desiree, rowerze z Kayden’em i siedzeniu przed tv (oczywiscie cod4 rowniez). Zasnelam na fotelu. Zmiana czasu wciaz daje o sobie znac.

Mamy poniedzialek. Wszyscy juz poszli do szkoly. O 1 pm ide do szkoly wybrac przedmioty i zarejestrowac sie. Czekam na mame i boje sie, ze tym razem na moje siedzenie przy komputerze zareaguje bardziej stanowczo. Jutro do szkoly ide juz na rano. Wstajemy o 6, poniewaz 7.10 podjezdza zolty autobus.

Wszyscy pytaja jak sobie radze z jezykiem. Wiekszosc z tego, co mowia rozumiem. Akcent maja typowo ‘filmowy’, ale mowia szybko. Ciekawa jestem, jak to bedzie w szkole. Bez wlasnej komorki i komputera zycie jest ciezkie ;)

Naokolo, gdzie nie spojrze, widze ogromne gory. Jest bardzo goraco na zewnatrz, natomiast w domu zimno, a od klimatyzacji zaczynam byc chora.

Wrocila mama. Wylaczam kompa, zdjecia wrzuce przy najblizszej okazji.


Wiza juz jest

Byłam przekonana, że nie zdążę. Rok szkolny zaczyna się 25 Sierpnia. Wczoraj byłam w ambasadzie, co nie dawało mi pewności, ze odeślą paszport na czas. Ale otrzymałam wizę w tempie ekspresowym – dziś ją odebrałam. Nawet nie wyszłam na zdjęciu jak pulpet -.-  Potwierdzenie lotu właśnie przyszło e-mailem. Wygląda na to, że wszystko zaczyna nabierać tempa i realności. Tak, w piątek lecę do Salt Lake City. Podróż przez Zurych i Chicago.

Chyba naprawde przydałoby się zacząć pakować. I kupić te prezenty dla host rodziny…Swoją drogą,  jestem dziwnie spokojna i zupełnie nie chce mi się uczestniczyc w tym calym zamieszaniu. Mam wrazenie, że nowosci i wrazenie znow uderza ze zdwojoną siłą. W miare mozliwosci, od razu po przylocie zastaniecie dokladny opis tego, jak sie podczas podrozy nudziłam. Nie bardzo jest co więcej napisac. Rodzina przysyla lakoniczne, jednozdaniowe e-maile. Moze beda bardziej wymowni na żywo…

Mam tez nadzieje, że kupie baterie do aparatu i zdjecia, zdjecia, zdjecia sie pojawia ;)


Warsaw – Toronto

Howdy! Niesamowity zbieg okolicznosci oraz moj spryt spowodowaly, ze moge teraz pisac ta notke. Siedze sobie w bibliotece publicznej ‘dzielnicy’ AURORA w Toronto. Tylko tu jest internet. Pytajac na ulicy o typowe przeciez Internet Cafee, slyszalam “In Aurora?! o.O”. Pewna sympatyczna pani postanowila mi pomoc. Dala swoj nr karty i nazwisko, zebym mogla pojsc i na nia sie zalogowac. Natomiast niesympatyczny pan z Informacji w bibliotece uznal, ze cos krece :D Ale mimo wszystko mam na godzine jeden z 30 komputerow dla siebie.

Coz, w tej notce mialo byc o locie. Wiec do dziela. Wszystkie odprawy z Polski to banal, troche czekania, ale dalo sie zniesc. Szkoda, ze lecialam LOTem, bo stewardessy z Polski wcale nie sa takie mile na jakie wygladaja. Nie powiem tez, zebym specjalnie sie najadla ketchupem i plasterkiem ogorka. Lot trwal 9 godzin, niespodziewanie krocej. Pierwsze 4 godziny dluzyly sie  w nieskonczonosc. Dwa fatalnie nudne filmy. Dobrze, ze dali kocyki, bo bym tam zamarzla. Potem poszlam spac i snilam o czyms do jedzenia <najprawdopodobniej>. Obudzilam sie w momencie, gdy do ladowania zostalo 30 minut. Rozdawali nam Deklaracje, w ktorych nalezalo zaznaczyc cel i rodzaj pobytu. Dobrze bylo rowniez podpisac, ze nie ma sie ze soba pistoletow, karabinow etc. ;D Moja pewnosc siebie zmalala wraz z momentem zobaczenia bramek celnych. Majac na uwadze informacje od roznych ludzi, ustawilam sie w kolejce do mlodego hindusa ;) Zal mu bylo, ze przyjechalam tylko na 3 miesiace, dlatego nie wstemplowal daty pobytu, wiec moge zostac tu przez 6 miesiecy ;p Sadzilam, ze skieruja mnie pozniej do Immigrations, gdzie mogliby kazac mi wracac, ale szybko machnelam paszportem <niebieskim> i pozwolono mi zwyczajnie isc odebrac bagaz. Przez 20 minut szukalam wyjscia z hali bagazowej <ach ta moja orientacja w terenie!> . Coz, to nie moja wina, ze w miejscu gdzie byl napis EXIT drzwi piszczaly przy dotknieciu, a ja czulam na sobie wzrok 3/4 ludzi :D Ale zyczliwych ludzi. Prawie za reke zaprowadzili mnie do wyjscia, ciagnac moja walizke (:

Jestem w Toronto. Konkretniej Aurora. Maly pokoik w basemencie jednego z indentycznych niskich domkow. Wszystkie wygladaja jak splaczczone kartony po mleku. Najgorsze sa odleglosci. Zanim znalazlam sklep minelo 30 minut. Blogoslawiony wynalazca samochodow. Trzeba tylko prawko zrobic :D Co 200 metrow jest mini centrum handlowe. W ktorym nic nie ma, co jest potrzebne. No trudno.

Przegladalam ogloszenia o pracy. W wiekszosci splawili mnie mowiac, ze mam zalosny dojazd, bo Aurora ma daleko do dzielnic, w ktorych jest praca. W innym bez drive licence nie mam szans. Wiec kolejnym krokiem jest zarobic <jakos> na prawo jazdy. A jednoczesnie szukac pracy w okolicy.

W zadnym sklepie nie mieli odpowiedniej karty long distance do dzwonienia. Trudno. Najbardziej brakuje mi internetu pod reka, jutro mnie ot tak nie wpuszcza do biblioteki bez karty. A biblioteka jest ogromna. Conajmniej 30 komputerow, mnooooostwo ksiazek.

Jest goraco, pogoda zmienia sie z godziny na godzine. Na ulicy nie ma ludzi. Ludzie sa w samochodach. Smutne troche. Coraz bardziej uzalezniam sie od kawy. Musze dziwnie wygladac, bo ci nieliczni ludzie na ulicach sie na mnie patrza. Albo jak wychodza ze szkoly. Niewazne.

Prawie nikt nie moze zrozumiec co mowie, przez ‘dziwny akcent’. Moglabym jeszcze pisac i pisac rozne szczegoly i glupoty, ale i tak rozpisalam sie za bardzo. To dopiero 2 pm, czyli tylko pol dnia za mna, a nogi mnie bola jak po koncercie.

Brakuje mi tez muzyki. Ipod’a szlag trafil juz w samolocie. Rozpadl sie na kawaleczki. Mam ze soba jedyne plyte The Cure – The Cure.

Do nastepnego.


Departure date: 25May

Po dłuugim oczekiwaniu bilet został zarezerwowany. W ręku mam potwierdzenie. 25 maja wsiądę w samolot do Toronto. Zostały mi niecałe 4 dni w Polsce. I mnóstwo rzeczy do załatwienia. Ubezpieczenie, odbiór świadectw ze szkoły, pozbycie sie polowy rzeczy (: etc.

W głowie masa wątpliwości, strachu i dziwnego niepokoju. Ale raz sie zyje. Decyzja podjeta, pora dalej isc tą drogą. Jakie mam plany? Jadę po to, żeby wreszcie się wyrwac z okropnych schematow i nonsensu, ktory otacza nas w Polsce. Przez 2 miesiace chcę pracować, żeby uzbierac wystarczajace fundusze na wyjazd do high school w USA, w ramach ‘wymiany’.

Po co mi ten blog? Z pewnością jest sporo osób, które są zainteresowane wyjazdem. Opisując, co się ze mną dzieje, będzie im łatwiej podjąć decyzję/przygotować się.

Kolejna notka, już z Canady. (mam nadzieje) A w niej opis odprawy, lotu no i pytania zadawane przez urzędników imigracyjnych w Toronto. Żegnam.


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.