Mysle, ze cala opowiesc/opis, jakkolwiek uda mi sie go stworzyc, moze sluzyc bardziej za przestroge – jak stopem NIE podrozowac ;) na co pieniedzy NIE wydawac i czego NIE robic. Witam na moich dwutygodniowych koncowolipcowych wakacjach.
Naszą podróż rozpoczęliśmy z lotniska. Jakże to. Autostopem z lotniska? Otóż do Varny (Bułgaria) polecieliśmy samolotem. Uznaliśmy, że na pierwsza autostopową wycieczkę należy uważać. Dlatego postanowiliśmy wrócić do Polski stopem, a do Varny dolecieć. Kim jesteśmy i jaki właściwie był plan? Mamy po 20 lat i zamarzyło nam się wybrać na wakacje. Bułgaria, Rumunia, Węgry, Austria… Jako, że mój stary dobry samochód rozpadł się przed wyjazdem, a na bilety w obie strony średnio nas było stać… Wróćmy stopem! Tak! Nareszcie jak w filmach/książkach/opowiadaniach rodziców. To niby nic nowego, prawda? Mnóstwo osób wybiera się na takie wakacje. Dla nas to był pierwszy raz. I jak się okazało – wcale nie było różowo…
Oto trasa, prosze wybaczyc brak umiejetnosci rysowania w paintcie ;)
Jako, że wyjazd był spontaniczny (na zasadzie: <poniedziałek> Kuba… jedziemy na te wakacje? Gdzie? Do Bułgarii! Kiedy? W czwartek!) nie spaliśmy w noc przed wylotem. Ostatnie zakupy, załatwianie ubezpieczenia (za 2 tyg ok. 80zl), bilety lotnicze, mapy. Wszystko robiliśmy intuicyjnie, ponieważ na przeczytanie poradników, relacji już nie było czasu.
Rano wsiedliśmy na pokład samolotu. Podróż była bardzo krótka. . Mnie osobiście przerażały ogromne przestrzenie, które widziałam z okna jak powoli schodziliśmy do lądowania. Nagle po 3 godzinach <?> znaleźliśmy się w Varnie na lotnisku. Tłum. Skwar. Powietrze było przepełnione upałem. Nie było tak naprawdę gorąco, tylko ciężko się oddychało. Krajobraz przepełniony żarem. Odebraliśmy bagaże i… i co? No właśnie. Gdzie jest to morze? Gdzie jakis hostel? Co teraz? Usiedliśmy na lotniskowym parkingu (swoją drogą lotnisko było małe i miało bardzo ciekawą starą część). Przejrzeliśmy mapę ale niespecjalnie coś z niej wyczytaliśmy. W końcu zauważyliśmy obok nas przystanek autobusowy ;) Nie wiedzieliśmy gdzie dokladnie chcemy jechac – byle nad morze ! AUTOBUS NR 409 zawiózł nas do downtown.
Co nas zdziwiło? Bilety. Bilet do miasta kosztował 1 lewa ale nie to było ciekawe. Pani kanar chodzila po autobusie i każdemu kto wsiadal sprzedawala osobiście bilet. Nie było opcji dojechania gdzies ‘na gape’.
Wysiedlismy na rzekomym przystanku ‘blisko morza i w centrum’. I rzucilo się na nas stado ‘taksowkarzy’ który bardzo chetnie Zajma się bagazami, dowioza na miejsce… ZOSTAWCIE NAS.
W Bułgarii spokojnie można dogadac się po rosyjsku. Aczkolwiek niekiedy w ogole nie rozumieja o co Ci chodzi. Pierwsze co kupiliśmy to butelka lodowatej wody. Butelka najtanaszej najpopularniejszej – 1.5 lewa. Plynelismy. Mimo odpowiednich ubran, ciezko się przestawic na taki klimat. A pech chciał ze trafiliśmy chyba na największe upały.
Dotarlismy do morza. Ale z wielkimi plecakami nawet sobie na piaseczku nie usiedliśmy. Chcialam jak najszybciej znaleźć zakwaterowanie. Szczerze mówiąc dopadl mnie maly kryzys. Upal, ciezki plecak, nowe otoczenie, brak konkretnych adresow… Bladzilismy z gps’em dosc dlugo zanim znaleźliśmy hotel w którym były wolne pokoje i stosunkowo rozsadne ceny. Niestety we wszystkich tanszych hostelach nie było miejsc. Zatrzymalismy sie w Casablance.
Warunki… w miarę dobre. Raczej nic się nie rozsypywało. Prysznic był, duże łożko było, balkonik. W smiesznie greckim stylu w Bułgarii. Hotel jak hotel. Jednak zbyt drogo. Za dwie doby zapłaciliśmy 60 euro. Dlatego też na kolejne dwa dni szukaliśmy czegoś tańszego. Za połowę tej ceny udało nam się trafić przez agencję turystyczną do starszej kobieciny do prywatnej kwatery.
Tu mały szok. Jakbysmy znalezli sie kilkadziesiat lat wstecz. Stare meble, wszystko stare, lacznie z kobiecina. Warunki… dziwne. Zepsul sie prysznic, lozko skrzypialo, a bardzo irytujaca sasiadka z dolu dokarmiala obrzydliwe, naprawde obrzydliwe koty. Lodowka byla na balkonie a inne tajemnicze czesci tegoz mieszkania nie byly nam znane.
Ale do plazy byl krok…
(Spacerujac uliczkami trafilismy na YOHO HOSTEL. Wygladal bardzo sympatycznie, niestety brak miejsc, trzeba wczesniej rezerwowac. Nie pamietam nazwy uliczki. Ale sama atmosfera miejsca i klimatycznosc wychodzacych stamtad ludzi obiecuje dobrze spedzony czas. )
O samej Varnie moge subiektywnie powiedziec niewiele pozytywnego. Kolejne typowe miasteczko przymorskie, ktore w upalne dni staje sie pelne wszystkiego i wszystkich co ma na celu zarobienie pieniedzy. Peeelno turystow, ktorych osobiscie nienawidze. Wszedzie leza psy, ot tak sobie, leza i wyleguja sie na ulicy, na samym jej srodku. Psy sa kolczykowane. Tak naprawde wygladaja jak martwe.
Varna 2 – w przygotowaniu…











