Archiwa tagu: ontario

Wisla Plaza, powrót i leniwi Kanadyjczycy

Żeby nie zostawiać zbyt dużych odstępów czasu między dopływem informacji – kolejna relacja dzisiaj.

Ze spraw dotyczących pracy niewiele nowości. Stoję w miejscu. Sezon wciąż nie osiągnął apogeum. W związku z czym jedynym zajeciem wciaz zostaje sprzatanie motelu. Praca tylko na weekendy = brak stałego dochodu = brak efektów. Mam niecałe 200cad w kieszeni. Właściwie to sporo pieniędzy biorąc pod uwagę tutejsze ceny. Mogłabym nawet kupić niezły samochód z małą usterką, która wymaga chwili pracy i wszystko będzie działać. Trafiają się małe prace, takie jak pomoc przy budowie decku, mycie okien u sąsiadów etc. Ale to jest na bieżące wydatki, nie mam żadnych korzyści pieniężnych patrząc perspektywicznie. Dlatego też postanowiłam zakończyć krótką przygodę z Kanadą i wrócić do Polski w pierwszej połowie lipca <tam da da dam> . Nie bede na razie podsumowywać tego wyjazdu, bo jeszcze sie nie skończył. Całe 2 tygodnie przede mną, więc wykorzystam ten czas, by zobaczyć jeszcze więcej.

Poraża mnie lenistwo ludzi. Tutejszych ludzi. Głównie Kanadyjczyków. Im sie nic nie chce. Na każdym kroku idą na łatwiznę. Wszystko gotowe. Wsadzić do mikrofalówki i odgrzać. Rozpakować i skręcić. Kupić i włączyć. Nie potrafią sami niemalże nic. Mają podane pod nos, nie muszą sie wysilać. Do sklepu, który jest w zasięgu wzroku jadą samochodem. Coś im się zepsuje – wołają fachowców lub uczynnych sąsiadów. Większość pracuje 5 dni w tygodniu, a gdy przychodzi weekend – siedzą w garażach. Dosłownie. Siedzą i piją. Albo cały dzień na deckach – tarasach. Rownież siedzą i piją i rozmawiają… relax. Ciężko sie dostosować do takiego trybu życia. Zdecydowanie wole młodsze pokolenie. Jeżdżą na plaże i sie bawią. Trenują, kupują, oglądają, załatwiają. To już bardziej przystępne. Ludzie są leniwi. Łatwo wywnioskować, że cenią Cię, jeśli coś robisz. Łatwo znaleźć dobrze płatną pracę w usługach. Trzeba jednak być obywatelem lub rezydentem i wykazać sie odpowiednimi skillami. Tyle o tym.

W związku z tym, że mieszkam w Wasaga Beach odległość do Downtown – centrum Toronto jest znaczna. Ostatnio udało mi się zabrać z kimś, kto jechal do Toronto. I oto moje wrażenia: Przede wszystkim z centrum kojarzą się wieżowce i bloki mieszkalne. W Toronto takie bloki są rzadkością. Głównie spotyka się standartowe domki, domy – zaleznie od dzielnicy. Co chwila natykamy się na plazy/malle. Każda z nich ma jakąś nazwę. Przykladowo North Plaza, Wisla Plaza, Chopin Plaza, Dixie Plaza. Sa to skupiska sklepow. Spozywczych, chemicznych, kawiarni, dentystow, restauracji, biur etc. Mialam okazje byc na wspomnianej Wisla Plaza. Wszyscy sprzedawcy, w kazdym sklepie mowili rowniez po polsku. Wisla Plaza miesci sie w Missisauga – jednej z dzielnic, gdzie mozna spotkac najwiecej Polakow. Jednak najciekawszy był najwiekszy Polski sklep – Starsky – wielkosci małego marketu. Mozna tam kupic wszystkie polskie produkty. Wszelkie zupki, czekoladki, wędlinki, pierożki, jogurty, no i SERY. W kanadyjskim sklepie – WalMart, SuperStore, Nofrills nie znajdziecie nigdzie normalnego żółtego sera. Wszystko to jakies pseudo pakowane dziwne coś smakujące jak… Dlatego chwała za ten polski sklep, bo czasem żółty ser się przydaje.

Skoro już jestem w temacie Polski – PACZKI. Z racji, że przybyło mi bagażu – ach te zakupy – zmuszona bede wysłać część do Polski. I chyba warto podać koszt takiego przedsięwzięcia. Postanowilam wyslac cala walizke – zeby przy przesiadce powrotnej miec mniej bagazu. I bede musiala za ok 23kg zaplacic 160cad. Przesyłka lotnicza dojdzie w ciagu 2 tygodni, taniej można wyslac cos droga morska – do 5 tygodni. Nie bardzo podoba mi sie czekanie ponad miesiac na moje ciuchy… :D Oczywiscie cena zalezy od wagi, ale nie jest to najtańsze.

Mamy pewnych znajomych, kilka ulic dalej. Jest to małżeństwo – Janeczka Polka, Berry Kanadyjczyk. Dość już starzy, ale w pełni życia. Budujemy u nich dek/deck (wciąż nie wiem jak się pisze). I stanowczo można dostrzec różnicę w stylu zycia, zyczliwości. U nich jemy lunch, obiad/kolację i zawsze spotykamy się z zainteresowaniem, czy czegoś nam nie potrzeba etc. Co prawda wyświadczamy przysługę – budowa deku, położenie płyt i tak dalej to ogrom pracy, zwłaszcza, że firmy biorą za to spore pieniądze. My nie dostaniemy wiele, ale mimo wszystko to dobre doświadczenie. Janeczka świetnie gotuje. Jej doświadczenia kulinarne wynikaja z wielu podróży – między innymi do Peru i ogolnie Ameryki Południowej. Miałam okazję spróbowac tradycyjnego meksykańskiego obiadu. Skladal się z placków – znana nam tortilla i wszystkiego co tylko chcemy włożyć do środka. Między innymi wegetarianskie mięso ( :D ), pasta z fasoli, ser, oliwki, guacamola (pasta z awokado, pomidorów i ostrej papryczki), smietana oraz obowiązkowo sos salsa. Nigdy nie lubiłam awokado, ale od spróbowania guacamoli jestem w stanie się do niego przekonać. Jedną ze specjalności Janeczki jest sałatka z mango, ostrej papryczki, marchewki, papryki… Główną rolę gra mango i papryczka. Niesamowita kompozycja. Z takich kulinarnych ciekawostek jeszcze jadlam wielkie pieczarki (same kapelusze) usmażone, a na gorze ser kozi i papryka. Smak był.. ciekawy. Obawiam się, że gdyby nie rower, który codziennie katuję wyjechałabym stąd dwa razy grubsza (:

W planach mam wycieczkę do Downtown w Toronto – tak konkretnie zwiedzic co trzeba i porobić zdjęcia oraz jeśli się uda – Niagara. Mysle, ze najwyzsza pora wyniesc jakies turystyczne korzysci z pobytu w Kanadzie. Jakby nie patrzec w koncu jestem tu jako turystka. Aparat odkupilam, więc poniżej zamieszczam fotke z plazy. Kolejna notka wkrótce, bo czasu jest mało.


Transit, praca u jewish family i jedzenie

Zanim przejde do tytulowych spraw – odpowiedz na kilka pytan.

Co sie stalo z moim iPodem? Zwyczajnie sie rozwalil. Mam go moze pol roku, moze troche dluzej, ale poobijal sie, wyswietlacz stluczony, obudowa sie rozchodzi. Nietrwaly sprzet tak ogolnie rzecz biorac (:

Czy nie moge zalozyc karty w bibliotece? Nie moge, poniewaz wymagaja dokumentu potwierdzajacego Twoj adres – prawo jazdy na przyklad. Ale bez problemu mozna na 2 godzinki wejsc ‘na paszport’ fatygujac ludzi tu pracujacych (;

PRAWO JAZDY – jako, ze mam 17 lat, a drive licence mozna robic od 16 nie jest to skomplikowane, ale wymaga czasu, a tego mi brakuje. Trzeba napisac w dowolnym terminie test teoretyczny <mozna po polsku> ktory kosztuje 125 cad (dolary kanadyjskie). Wtedy dostaje sie kategorie G1, ktory pozwala jezdzic samochodem osobowym, ale z ograniczeniami. Na dachy trzeba miec specjalny znak – Young driver, nie mozna jezdzic po autostradach – high way’ach, trzeba jechac z osoba, ktora conajmniej 4 lata ma prawo jazdy kat. G. Po 12 miesiacach mozna zdawac test praktyczny – 40 cad. Wtedy ograniczeniem jest tylko jazda po highway, ale nie mam pewnosci co do tego. (:

PRACA – Coz, tu sie pojawia klopot. W teorii pracy jest mnostwo, w praktyce teoria zawodzi. Przegladanie polskich gazet – wiekszosc ogloszeni dot. sprzatania, opieki nad dziecmi jest albo nieaktualna albo wymaga drive licence albo jest w innej zone Toronto. Wiec co dalej? Wciaz szukam.

Odnosnie tytulu - Zaczelo sie od ogloszenia w gazecie. Potrzebna opiekunka na caly tydzien (bez ndz) do dwojki dzieci wraz ze sprzataniem. No ok, co za problem? Jak w domu. Dzwonie, musze umowic sie na interview. Okazuje sie, ze rowniez oferuja pokoj. Data ‘wywiadu’ wyznaczona na wczoraj wieczorem. Trzeba bylo jakos dojechac. Samochodu nie mam ani ja ani tata, zostaja publiczne srodki transportu. Z Aurora do North York jest spory kawalek. Wg google to ok 50 km (ale samochodem…). Na przystanku autobusowym dowiedzialam sie jak kupic bilet :D Specjalna maszyna jest, ale nie oplaca sie w ogole kupowac biletow. Jesli ktos zamierza jezdzic metrem lub autobusami korzystniej kupic bilet miesieczny (ok 120cad). Jednorazowa jazda kosztowala 4cad. Duzo… Podroz samym autobusem trwala ok 45 min. Dojechalam do Finch Station, czyli moglam przesiasc sie w metro – subway. Tu bylo mocniej skomplikowane. Jednorazowe wejscie do metra – prawie 3 cad. Przez bramki ciezko byloby skakac ;) Chyba ze pod prad, ale to i tak dosc ryzykowne. Coz, polapalam sie gdzie musze dojechac i dojechalam. Potem musialam dosc dlugo isc na piechote, ok 3, 4 przystanki autobusowe, bo jednak szkoda mi 9 pln na bilet :) Dotarlam. Typowo Zydowska dzielnica. Typowo amerykanska ulica (Ameryka od Canady rozni sie niewiele). Typowy domek. Na podworku 4 dzieciece rowerki <o.O>, rozwalone zabawki <geeez> i ogolnie nieprzyjemny widok. W drzwiach jakas dziewczynka, potem nastepna, wreszcie typowy Zyd, dosc religijny sadzac po stroju. Wchodze do srodka. W kuchni Anita – kobieta z ktora rozmawialam przez telefon. W kuchni … smierdzialo, bylo brudno, a ona cos gotowala. Coz, wejdzcie do living room. Krzesla ofoliowane <kupione dopiero?>, dalej smierdzi. Siadamy. Jak sie nazywasz<Kathy>, ile masz lat <19 :D>, po co chcesz prace etc. W zakres obowiazkow mialo wchodzic sprzatanie, prasowanie, opieka nad dwojka dzieci <1rok i 2 lata>. Wymiana telefonow, zadzwonie jak pomysle, moze jutro i bye bye. Wyszlam z ulga. Nie zadzwonie.

Droga powrotna byla dluga, nudna i meczaca. Caly dzien na nogach, w autobusie przysypialam. Ale poznalam kolejna odslone kanadyjskich realiow. Dzis piatek (podobno ;p), mija 5 dni odkad przylecialam, a juz zaczynam przyswajac niektore slowa etc., mimowolnie lapie sie na tym, ze mowie czasem po angielsku, bo tak krocej, wygodniej…

Czekam na wasze pytania, jesli cos chcecie wiedziec – w komentarzach. W nastepnej notce o tym, dlaczego nie lubie tutejszych Polakow, czemu wszyscy ludzie na ulicy sie smieja, co jem, ile kosztuje to co jem, i czemu wszyscy jedza w Tim Horton’s. Oraz troche o kanadyjskim angielskim.

Fotek niestety narazie nie dodam (brak sprzetu), ale jak tylko znajde prace – dostane kase – to kupie aparat ;p

Do nastepnego. 


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.