Byłam przekonana, że nie zdążę. Rok szkolny zaczyna się 25 Sierpnia. Wczoraj byłam w ambasadzie, co nie dawało mi pewności, ze odeślą paszport na czas. Ale otrzymałam wizę w tempie ekspresowym – dziś ją odebrałam. Nawet nie wyszłam na zdjęciu jak pulpet -.- Potwierdzenie lotu właśnie przyszło e-mailem. Wygląda na to, że wszystko zaczyna nabierać tempa i realności. Tak, w piątek lecę do Salt Lake City. Podróż przez Zurych i Chicago.
Chyba naprawde przydałoby się zacząć pakować. I kupić te prezenty dla host rodziny…Swoją drogą, jestem dziwnie spokojna i zupełnie nie chce mi się uczestniczyc w tym calym zamieszaniu. Mam wrazenie, że nowosci i wrazenie znow uderza ze zdwojoną siłą. W miare mozliwosci, od razu po przylocie zastaniecie dokladny opis tego, jak sie podczas podrozy nudziłam. Nie bardzo jest co więcej napisac. Rodzina przysyla lakoniczne, jednozdaniowe e-maile. Moze beda bardziej wymowni na żywo…
Mam tez nadzieje, że kupie baterie do aparatu i zdjecia, zdjecia, zdjecia sie pojawia ;)